Amasya, grobowce królów Pontu.

Białe otomańskie domki zwisają nad brzegiem zielonej rzeki. Ponad nimi w zboczu wysokiej góry zamkowej znajdują się wydrążone w skale antyczne grobowce władców dawno zapomnianego już królestwa, którego Amasya była stolicą.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Z hotelu w Kastamonu wychodzimy wczesnym rankiem, chłodno. Kupujemy burka z serem i zjadamy na słońcu by się rozgrzać. Karmimy kota resztkami. Podchodzimy do policji i pytamy o drogę. Jak to zwykle bywa w tych stornach zjeżdża się jeszcze czterech niebieskich i dyskutują. Jeden „mówi” po angielsku. Uznali, że nas podwiozą, więc jedziemy. Niestety zawieźli  nas do najkrótszej drogi a my chcemy do głównej, więc jedziemy w inne miejsce. Tam od razu łapiemy młodego Turka w samochodzie terenowym, proponuje nam burka. Po drodze zatrzymujemy się przy źródełku młodości. Wysokie góry, droga się wije, zbudowana jest z polbruku. Zastanawiałem się nad sensem kładzenia tej betonowej kostki na tak długim odcinku. Wysiadamy na drodze na Tosję. Po chwili łapiemy TIRa. Z nim jedziemy do skrzyżowania 30 km przed Amasyą z przerwą na kawę. Po 2 minutach facet bierze nas do Amasyi.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zaszliśmy do hotelu polecanego przez przewodnik Bezdroża, ale wydawało się nam że znajdziemy coś lepszego w myśl zasady że nie kupuje się w pierwszym sklepie, poszliśmy dalej. Przeszliśmy na drugą stronę rzeki gdzie znajduje się wąskie stare miasto z odremontowanymi domami w stylu otomańskim. Było tam sporo hoteli, ale ceny odstraszały studenta. Ku naszemu zaskoczeniu znaleźliśmy bardzo profesjonalną informację turystyczną. Zapomnieliśmy jednak o zasadzie, że jeśli już coś znajdziesz to lepiej nie wybrzydzaj i tam zostań bo stracisz godzinę na szukanie czegoś innego a na końcu wrócisz do miejsca w którym byłeś na początku. Zasada ta sprawdza się również w odniesieniu do knajp i to na całym świecie:P. Tak też się stało i wróciliśmy do hotelu z przewodnika.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Lokujemy się za 50 TL za dwie osoby, ale za to w centrum, a kiedy wychodzimy na balkon z którego rozpościera się niezwykły widok na skalne grobowce, jesteśmy zadowoleni z wyboru. Jest ciepła woda więc robimy pranie. Klimatyczny hostelik z podstarzałym wąsatym Turkiem w lekko nieświeżym białym podkoszulku. Wytargowaliśmy śniadanie. Tutaj pierwszy raz usłyszałem, że Polska to Lechistan, ale bynajmniej nie od Lecha Wałęsy:P. Obiad zjedliśmy w lokalnej jadłodajni, chcieliśmy dunera na szybko za 3 liry, a oni wcisnęli nam dunera na talerzu + sałatkę i jeszcze skasowali za wodę o którą nie prosiliśmy, masakra (15TL).

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zwiedziliśmy grobowce, oprócz widoku na miasto nic interesującego tam nie ma a wstęp 3LT,raczej nie warto. Informacja turystyczna bardzo rozwinięta i mapka 4free. Zmęczeni po piwku na balkonie idziemy spać. Trzeba się nachodzić by znaleźć piwo, ponieważ nie sprzedają go w knajpach a na głównych ulicach nie dostaniemy go też w sklepie. Trzeba znaleźć mniej uczęszczane uliczki, drogo 2.30TL/0,5l. Po zakupie sprzedawca pakuje alko to czarnej nieprzezroczystej reklamówki co by Allah nie zobaczył:)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

***

Dzisiaj chillout. Wstajemy o 9:00, ostatnia przepierka i spóźniamy się na śniadanie czym narażam się mojej współtowarzyszce.

Właściwie to nie można znaleźć tu kantorów, jeden bank wymieniał kasę (Agnieszka miała gotówkę w Euro) straszne kolejki, co najmniej 20 minut stania. Na śniadanie tradycyjnie bułka z ayran’em i idziemy na zamek.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Poszło szybko, choć wcale nie jest blisko bo góra wysoka jak diabli. Naprawdę warto. Wstęp za free, ruiny ciekawe, a widok na dolinę rzeki zapiera dech. W drodze powrotnej zabrała nas rodzinka i jechaliśmy w 8 osób 5-cio osobowym autem.

Spacerek deptakiem wzdłuż zielonej rzeki i sesja z widoczkami. Znaleźliśmy klimatyczną knajpkę nad rzeką w starym domku. Siedliśmy na małym baloniku zawieszonym nad rzeką i zmówiliśmy nargile (fajka wodna) była tylko jabłkowa (7,5 TLmała, 10TL duża) ale dawali dodatkowe węgielki. Pierwsza faja od kiedy jesteśmy w Turcji. Kawa „po turecku” niestety w wersji europejskiej czyli parzącha z fusami, a ja liczyłem na coś w stylu bośniackim.  Niesamowity relaks, błogostan, rozmowa. Wspaniale. Na obiad chleb (0,30TL) i AyranJ. Nasza dieta raczej nie była skromna ale akurat tak wyszło.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Nocna sesja zdjęciowa. Rzeka podświetlona na zielono. Amasya jest popularnym miejscem turystycznym, ale spotkać tu można w zasadzie tylko turystów tureckich. To jest jeden z uroków tego miejsca, żadnej hołoty z Europy:P  Spostrzeżenie, ci ludzie nie mają co tu robić, nie ma pubów, dyskotek. Młodzież siedzi na brzegu rzeki i zamula, nikt nie pije alkoholu. Wyfryzowani, odwaleni a tu kicha:P. Po 23-ciej puściutko wszędzie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Data wizyty 2009r.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s