Mardin, stracone marzenie o Syrii.

Miasto na terenach zamieszkiwanych przez Kurdów, niedaleko granicy syryjskiej. W Turcji mówi się, że to najgorętsze miejsce w kraju. Jest tu również ważna baza wojskowa. Wszystko wokół w kolorze pomarańczowo-piaskowym. Niezwykle uprzejmi ludzie i sielski klimat.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wyruszamy z centrum Urfy dolmuszem na drogę wyjazdową do Mardin. Od razu bierze nas wesoły koleś, częstuje jakąś smażoną bułką z nadzieniem serowym i Pepsi. Droga prosta więc momentami jechał 160km/h. Przejechaliśmy z nim ponad 100km. Wysadził nas w jakiejś dziurze. Bachory się zleciały więc poszliśmy dalej, chyba nigdy nie widziały tutaj zagranicznych turystów, w dodatku autostopowiczów. Tam znowuż zaraz podjechało dwóch ubrudzonych smarem młodzików na motorowerze i gapili się na nas, uniemożliwiając łapanie stopa.

Na szczęście zatrzymał się facet i zabrał nas do Mardin. Mówił łamanym angielskim. Sprzedawał buty, miał odwiedzić kilka sklepów i zamiast adresów miał zdjęcia ich frontów, podobno tak łatwiej je znaleźć:) I już jesteśmy na miejscu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wygląda na to, że stare miasto jest na szczycie góry a nowe na dole. Znaleźliśmy informację turystyczną i to gantz nową z darmowym dostępem do Internetu, kilka komputerów, mapki itd, niestety pracująca tam młoda dziewczyna nie mówiła po angielsku. Zapytaliśmy o tani hostel. Tutaj w górnej, najbardziej atrakcyjnej części miasta w ogóle nie ma się gdzie zatrzymać na noc.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Postanowiliśmy poszukać na własną rękę, ale gorąco i plecaki ciężkie. Przeszliśmy się po okolicy i jedyne co znaleźliśmy to obskurny hostel za dość wygórowaną cenę i luksusowy hotel za 150TL, czyli mega drogo masakra. W obskurnym chcieli 40TL od osoby, zimna woda, bez śniadania, syf w kiblu i pokój bez okna; wyśmialiśmy ich i wyszliśmy. Lecz po zorientowaniu się, że nie ma innej opcji szybko wróciliśmy. Ciężko było się dogadać, ale pomógł nam komputerowy translator (nie było jeszcze wtedy Google translate) Zaproponowali nam spanie na dachu za 25TL/2os. Ok. Fajny widok, ale musimy poczekać do wieczora bo teraz wszystko rozgrzane jest do czerwoności.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Poszliśmy poszwendać się po mieście, leży ono na stromym zboczu góry, na której szczycie stoi zamek (wojskowa baza, wstęp zabroniony). Dość brudne bardzo wąskie uliczki, raz w górę, raz w dół i całe stadko dzieciaków, które biegają za nami i wrzeszczą. Trochę to męczące. Duży bazar ale wyglądał dość wieśniacko i tandetnie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Poszliśmy na nargile (7TL), siedzimy na kolorowych poduszkach i podziwiamy niekończącą się równinę, a gdzieś tam w oddali zaledwie 30km jest już Syria. Dookoła rozwieszone są klatki z ptakami, które dodają uroku chwili swoim śpiewem. I tak zapadł zmierzch. Muezin oznajmił porę na żarcie, a właściciel lokalu ulitował się nad nami i przyniósł nam po małym durum:) Widocznie stwierdził, że jeśli nie jemy po zachodzie słońca w czasie Ramazanu to dlatego, że nas nie stać.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Po powrocie do hostelu na dachu zastaliśmy 4 łóżka. Myśleliśmy że będą z nami spać jakieś wieśniaki. Genialny widok z łóżka na podświetlony zamek i minaret. W kiblu spotykam Japonkę, która podróżuję sama do Egiptu i zapraszam ją na górę. Gawędzimy. Wchodzi koleś, okazuje się że Anglik i też śpi na dachu. Robi trasę ze wschodu, do Syrii i Jordanii. Właśnie wrócił z biegania i opowiedział nam historię jak to biegł wokół zamku i zatrzymało go wojsko i wzięli go do ośrodka na przesłuchanie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Idziemy z nim na nocny spacer i na kolejne już dzisiaj nargile (6TL) i herbatkę (1TL). Bardzo przyjemna rozmowa, on studiuje na Oxfordzie geologię. Zabrali mu prawko za jazdę po pijaku. Inteligentny koleś, agnostyk. Po powrocie śpimy jak zabici.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

O 7:00 budzi nas prażące słońce, już teraz jest nieznośnie gorąco więc trzeba zwijać się z dachu. Podobno Mardin to najgorętsze miasto w Turcji. W małym sklepiku kupujemy tradycyjne śniadanie mistrzów czyli bułkę i ayran. Kiedy zwracam sklepikarzowi uwagę, że woda droga bo za 1TL, a zazwyczaj jest 0,5TL to daje mi ją za darmo i robi mi się bardzo głupio. Ludzie tutaj potrafią zatrzymać się 10 m przed nami i czekać aż się zbliżymy tylko po to by powiedzieć „hello” i zadać serią standardowych pytań. Jakiś młody koleś łazi za nami w odległości 3 m i nie chce się odczepić. Potem gapi się na nas jak jemy śniadanie, masakra.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W miasteczku odbywa się jakieś święto państwowe i apel pod pomnikiem na placu, mnóstwo tureckich wojskowych w galowych mundurach i snajperów na dachu, potem defilada uzbrojonych wojaków. Wracamy po plecaki. Wsiadamy w dolmusza i pytamy się kierowcy trzy razy czy jedzie do drogi na Diyarbakir, on że tak, tak i wiezie nas debil do stacji autobusów. Tak to już jest, że oni nie kumają autostopu i często nie słuchają co mówisz, po prostu wiozą cię tam gdzie uważają za słuszne.

Gdybym wtedy wiedział co będzie się działo w Syrii to zamiast do Dyiarbakiru pojechalibyśmy do Aleppo:P

Data wizyty 2009r.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s