Istambuł, brama Azji

Istambuł to miasto symbol, to tysiące lat burzliwej historii i monumentalne meczety. To miejsce gdzie kultura chrześcijańska styka się z islamską, gdzie przebiega umowna granica dwóch kontynentów. Największe miasto Europy, przez które przebiega ważny szlak morski łączący morze Śródziemne z Czarnym.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Miasto robi niesamowite wrażenie, szczególnie na kimś kto odwiedza je po raz pierwszy, a jego zakres wiedzy historycznej jest na bardzo przeciętnym poziomie, miałem na myśli oczywiście siebie:P Historia przytłacza tu na każdym kroku, podobne wrażenie można odnieść w Rzymie, Atenach lub o czym jeszcze nie miałem okazji się przekonać w Egipcie. Jest to historia tak wybitna i tak znacząca, że życia by nie starczyło na jej zgłębienie. Jakaś dziwna atmosfera tajemnicy unosi się w powietrzu… a może to tylko moja chora wyobraźnia. Nie licząc odwiedzin meczetu w Mostarze, było to dla mnie pierwsze zetknięcie z kulturą islamską. Turcja będąc państwem świeckim, prezentuje postawę najbardziej liberalną ze wszystkich krajów islamskich, ale jednak. Niestety trzy dni to zbyt mało by poznać to miasto, można jedynie „zaliczyć” kilka głównych punktów jak Hagia Sophia, pałac Topkapi, cysterną z głową meduzy, wielki bazar, czy cieśninę Bosfor.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

***

Podstarzały metalowiec dowozi nas 14km za Burgas, ostre zadupie ale po 10 minutach zabiera nas miejscowy luzaczek. Samochód wyładowany jakimiś workami, folkowa muzyczka na maksa i jedziemy:). Wysiadamy na jeszcze większym zadupiu 30km od Przygranicznego M. Tarnova. Mały ruch. Jednak po niespełna kwadransie wziął nas dziadek dobra furą. Teraz już piechotą kierujemy się do oddalonej o 9 km granicy z Turcją. Po drodze znajduję podkowę i zabieram ze sobą na szczęście. Szczęśliwym trafem drogą przejeżdżał strażnik graniczny i podwiózł nas wypytując o cel naszej wizyty na tym odludziu. Pokazujemy paszporty, mijamy zapory, skanery i wykrywacze materiałów radioaktywnych. Kupujemy 30dniową wizę za 15EUR.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ruch na przejściu praktycznie zerowy. Upał i brak cienia. Taksówkarz szukający frajerów proponuje nam podwiezienie do najbliższej miejscowości (12km) za 20EUR!!! Po jakiejś godzinie siedzenia na drodze, a droga nie byle jaka 3 pasmowa z poboczami, nowiutka pierwsza klasa, bierze nas rodzinka 2+3. Jedziemy samochodem w 7 osób:) Bardzo mili ludzie, są na wakacjach i na granice przyjechali tylko po to by sobie zrobić zdjęcie, no i przy okazji nas podwieźć:) Wysiadamy w Derekoy, wioseczka. Nawet nie zdążyłem napisać nazwy kolejnej miejscowości na kartoniku, a juz zatrzymał się samochód na francuskich blachach. Z kierowcą rozmawialiśmy po niemiecku, zabawny koleś… właściwie to Aga rozmawiała a ja wtrącałem „Ja, ja”.

DIGITAL CAMERA

***

Wysadza nas gdzieś na autostradzie prowadzącej prosto na most nad Bosforem. Wcześniej mijamy wzgórza całe pokryte domami, wygląda to jak pofalowane morze domów:) Przeskakujemy przez barierki i próbujemy ogarnąć sytuację. Zaglądamy do jakiegoś urzędu, wszyscy bardzo mili z uśmiechem, łamanym angielskim tłumaczą nam jak dojść do przystanku, z którego dojedziemy na Taksim. Wdrapujemy się na skarpę i przechodzimy nad autostradą. Wsiadamy w dolmusza (busa) i docieramy do stacji metra 4.levant i dalej do Taksim square.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wychodzimy na górę i naszym oczom ukazuje się zatłoczona ulica i plac. Całkiem ładne budynki, mnóstwo kebabowni, pomnik na środku placu. Taksim pełni funkcję popularnego miejsca spotkań towarzyskich. Deptakiem w górę i w dół jeździ zabytkowy czerwony tramwaj. Kontaktuję się z Halilem znalezionym wcześniej na CouchSurfingu, niestety jest w pracy i nie może nas odebrać osobiście.

Podaje mi numer do swojego współlokatora. Dzwonie do niego i dowiaduję się, że odbierze nas ich kumpel Koreańczyk:) W miedzy czasie zjadamy dobrego kebaba w bułce i ayran (3,5TL), czekamy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Przychodzi po nas Tuna i jego kumpel, również Koreańczyk. Prowadzą nas do mieszkania. Trzeba wspomnieć, że dzielnica Taksim znajduje się na sporym wzgórzu, właściwie są tu same wzgórza. Schodzimy więc ulicą w dół, potem wdrapujemy się na następne wzgórze. Ciekawa dzielnica, sami miejscowi ludzie i dzieci bawiące się na ulicy. Mieszkanie w porządku. Spotykamy tam Amerykanina Roba, który uczy się Tureckiego na 2 miesięcznym kursie. Miło się z nim rozmawia. Idziemy kupić kilka browarów, a potem konwersujemy do późna. Halil, właściciel i nasz host, pracuje do drugiej w nocy wiec zobaczymy go dopiero rano.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

***

Nici z dłuższego spania. O 9:00 budzi nas Halil i oznajmia, że śniadanie w drodze. Przygotował jajecznicę z papryką, pomidory ogórki, świeży chleb i tradycyjnie podaną herbatę (mała szklaneczka ze spodeczkiem, mała łyżeczka i kostki cukru. Miła poranna pogawędka. Halil jest bardzo uprzejmy i ciekawy wszystkiego. Uczy się rosyjskiego, jeździ na motorze, ma 32 lata i nigdy nie był poza granicami Turcji. Jest szefem kelnerów w pięciogwiazdkowym hotelu. Wypytujemy o miejsca warte odwiedzenia i ruszamy w miasto.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Schodzimy naszą wąską uliczką i wspinamy się na Taksim. Dalej w dół głównym deptakiem dla lanserów, mijamy Galata Tower (ładna budowla ale wstęp 10TL więc się powstrzymujemy) i schodzimy do miasta. Za mostem po prawej stronie ciekawa knajpa na trzech kiwających się na falach łajbach faceci smażą świeże ryby i podają na ląd. Idziemy wzdłuż linii tramwajowej, która oznaczona jest jako metro, supernowoczesny tramwaj, oszklone przystanki z bramkami wejściowymi i takie tam. Dochodzimy do parku i pałacu Topkapi. Ludzie tłoczą się przy kasach. Osobna kolejka dla Turków i osobna dla reszty hołoty by mogła zapłacić podwójnie:P Wstęp 20TL + 20TL za harem. Dochodzimy do Hagia Sophia, kolejne 20TL. Zastanawiamy się nad wejściem, może jutro. Budynek faktycznie monumentalny, wyglądający na bardzo stary choć lekko zaniedbany.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Błękitny meczet prezentuje się bardziej okazale, piękna budowla z sześcioma minaretami, a wstęp do środka jest darmowy. To nasz pierwszy kontakt z tureckim meczetem, a ten jest największy w Istambule. Dla turystów przeznaczono boczne wejście, zamknięte podczas modlitw. Kobietom rozdawane są chusty, którymi obowiązkowo zakryć muszą głowę i ramiona. Wszyscy ściągają buty i wsadzają je do foliowych worków pobranych przy wejściu. Oczom naszym ukazuje się wielka zdobiona przestrzeń, cała podłoga pokryta jest miękkim wzorzystym i bardzo czystym dywanem. Na ścianach malowane wzory oraz zdobiona terakota. Z sufitu na długich łańcuchach zwisają wielkie żyrandole. Muzułmańskie kobiety mają osobne, przeznaczone tylko dla nich pomieszczenie. W meczecie panuje spory tłok, w końcu jest on jedną z najczęściej odwiedzanych atrakcji w Istambule.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dalej udaliśmy się na stary kryty bazar. Powiem szczerze, że zrobił na mnie wrażenie swoją wielkością, ilością sprzedawanych tam towarów i ich różnorodnością. Uliczki z tkaninami, lampionami, słodyczami, przyprawami, nargile, pamiątkami, ubraniami, dywanami, herbatą itp. Bardzo klimatyczna bazarowa atmosfera, kupcy wykrzykują, zapraszają, dość tłoczno, kolorowo, pachnąco. Całe to targowisko zdawało się nie mieć końca. Wciągnąłem kolejnego kebaba:P

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jak już udało nam się wydostać z tego tłoku skierowaliśmy się do miejsca wskazanego przez Halila by zjeść obiad. Wyszliśmy ze ścisłego centrum za bulwar Ataturka. Poczuliśmy się jak w innym świecie. Tam już nie było turystów, wśród wąskich uliczek siedzieli tylko, w mniejszych bądź większych grupkach, faceci i gapili się na nas. Nie czuliśmy się super komfortowo, bo to był dopiero drugi dzień w Turcji i nie byliśmy jeszcze przyzwyczajeni. Znajdujemy jakąś lokantę (knajpkę). Prawie domowa atmosfera, jakaś babka je razem z dziećmi, więc się ośmieliliśmy. Po środku stał duży piec opalany drewnem. Zaproszono nas do środka, ciężko było się dogadać, jak już mówiłem nie mieliśmy jeszcze wtedy wprawy. Ostatecznie zjedliśmy durum (kebab zawinięty w coś w stylu naleśnika) i Ayran.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Na koniec facet wcisnął nam jakiś dziwny deser, zapieczony w glinianej misce, właśnie wyciągnął z pieca. Coś jakby słodka zupa mleczna z ryżem pokryta zarumienionym kożuszkiem:P Nie najgorsze. Na koniec kolejna niespodzianka. Facet wyciąga jakiś płyn w butelce i prosi byśmy wyciągnęli ręce. Po chwili wahania składamy ręce w miseczkę, a on polewa nam je pachnącym płynem z niewielką ilością alkoholu i każe wetrzeć to w dłonie:P Ciekawe. Wygląda na to, że zamiast mycia rąk stosują perfumowanie:P Ja się mieliśmy później przekonać praktyka jest stosowana powszechnie w całym kraju.

Poszliśmy do pięciogwiazdkowego hotelu, w którym pracuje Halil, na sponsorowaną herbatkę. Dzień zakończyła kolejna sesja biesiadowa przy piwku.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

***

Dzisiaj z rana wybraliśmy się do przystani promowej i za jedyne 1,TL przepłynęliśmy na Azjatycką stronę miasta. Mój pierwszy raz w Azji. Ładny widok na Europejską stronę. Robimy sobie spacerek wzdłuż wybrzeża. Od razu widać różnicę w cenach, wszystko tańsze. Zapodaliśmy sobie Tavuk donera, bardzo smaczny, mięso świetnie doprawione ziołami. Odwiedziliśmy ze dwa meczety. Postanowiliśmy wykupić wycieczkę stateczkiem wokół cieśniny bosforskiej (7,5TL ok. 1h 15’). Świetna sprawa polecam. Mocno wiało, woda błękitna pofalowana, zapach morza.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Płynęliśmy wzdłuż azjatyckiego wybrzeża, pod mostem, do wspinającego się po zboczach obu brzegów cieśniny zamku i drugiego mostu, tam statek zawraca i europejską stroną zmierza na złoty róg. Ze statku podziwiać można oryginalny neogotycki meczet z dwoma minaretami i panoramę starego miasta, gdzie uwagę przykuwają potężne meczety. Poszliśmy ta targ przyprawa, który ciągnie się uliczkami, aż do wielkiego bazaru. Wszędzie dostać można gotowaną (1TL) i grillowaną (1,5TL) kukurydzę, sprzedawaną na ulicznych straganach, właściwie wózkach:P
Wieczorem, wspólnie z Robem znajdujemy na mapie miejscówkę do autostopowania na jutro, a on dodatkowo obczaja dla nas numer autobusu miejskiego, który nas tam dowiezie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

***

Wstajemy skoro świt 6:10, pakujemy się, żegnamy z chłopakami, wychodzimy 7:20. Po godzinie docieramy na azjatycką stronę. Szybki turecki hot-dog na śniadanie. Mamy szczęście, jakiś facet prowadzi nas do autobusu i już jedziemy. Podróż trwała jakieś 40 minut. Wpadamy do Carefoura na śniadanie mistrzów – ayran i bułka. O 9:30 wystawiamy rękę przy drodze i już po 10 minutach jedziemy ze śmiesznym sprzedawcą marmuru. Jego angielski nie był najlepszy ale próbował nas uczyć chińskiego:P Po drodze wstąpiliśmy do Burger Kinga na kawę – beznadzieja:P Dostaliśmy od niego nr telefonu i zaproszenie do siebie do Amasy nad morzem Czarnym. Dojechaliśmy z nim do Izmitu, dzisiaj naszym celem jest Safranbolu.

Data wizyty 2009r.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s