Gaziantep, kilka dni w komunie

Przed 1921 rokiem miasto znane jako Antep. Przedrostek Gazi został dodany aby uhonorować opór miasta przed najeźdźcą w czasie wielkiej wojny niepodległościowej. Perłą miasta i bezsprzecznym powodem by się tu zatrzymać jest muzeum mozaiki. Gaziantep słynie również z najlepszych w Turcji pistacji i najsmaczniejszej baklavy.

DIGITAL CAMERA

Kierowca TIR’a, którym jedziemy dzwoni do znajomego i już za chwilę przesiadamy się do innej ciężarówki by kontynuować podróż do Gaziantep. Nowa piękna autostrada wije się w górę i w dół pomiędzy górami by od czasu do czasu przewiercić je bogato oświetlonymi tunelami. Wysiadamy na jednym ze zjazdów 80 km od naszego dzisiejszego celu. Zaczyna się zabawa. Zatrzymuje się czarna fura w stylu wehikułów Łada lub Tata. W środku trzech ucieszonych facetów, ich wygląd sugeruje że są prowincjonalnymi burakami. Nic to, wsiadamy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zanim jednak wsiedliśmy, z tylnego siedzenia musiał wygramolić się wąsaty pan z wystającym brzuchem, w kapciach i w kapeluszu, który wcześniej tam leżał rozwalony jak król. Cała ekipa bardzo rozbawiona i podejrzanie podjarana tym, że mogą nas wziąć. Wsiadamy z Agą do tyłu, ja w środku, a z drugiej strony dosiadł się troszkę młodszy koleś i prawie się do mnie przytulał. Fakt było ciasno, pamiętałem też o skróconym dystansie który tu panuje, ale czułem się dziwnie. Muzyka na maksa i gaz do dechy z górki na pazurki. Zachowywali się jakby byli zjarani, albo pierwszy raz jechali autostradą bo strasznie się podniecali, gestykulowali i zadawali nam mnóstwo pytań. To była męcząca jazda.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wysiedliśmy przy terminalu autobusowym. Tureckie dworce autobusowe wyglądają prawie jak terminale lotnicze i są ulokowane na obrzeżach miasta. Trzeba przyznać, że trzymają tu wysoki standard podróży, autobusy wygodne, klimatyzowane, a steward podaje herbatkę. Tak słyszałem, bo nie mieliśmy okazji skorzystać, przecież jedziemy na stopa. Dolmuszem, czyli taką turecką marszrutką, dojeżdżamy do centrum na Ataturk Bulvari, gdzie mamy spotkać się z Magdą. Magda jest naszą przyjaciółką z wrocławskiego Klubu Podróżników BIT i również zapaloną podróżniczką. Prowadzi nas do domu, w którym mieszka wraz z innymi członkami programu EVS (European Voluntary Service). Niezła komuna, wygląda to trochę jak dom kolonijny. Mieszka tu ze dwadzieścia osób różnej narodowości Polacy, Włosi, Niemka, Hiszpan, Macedończyk no i oczywiście Turcy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Szybki prysznic, jedzenie i idziemy na spacer. Na ulicy dzieci sprzedają dziwny czarno-brunatny płyn w plastikowych workach zawiązanych na węzeł. Nie wygląda zachęcająco. Później wyjaśniono nam, że to tradycyjny napój, który spożywa się w tych stronach podczas ramazanu. Ciężko opisać smak tej mikstury, najpierw bez smaku potem słodkie. Podobno to na bazie ziół, ale w życiu czegoś takiego nie smakowałem, fuj. Jest inny napój, który wręcz uwielbiam nazywa się Szalgam. Kolor czerwony, trochę jak sok z buraków z domieszką wody z ogórków kiszonych, lekko gazowany i przyprawiony na pikantnie. Okazało się, że to napój z kiszonej czerwonej marchwi. Bardzo zdrowy i orzeźwiający. Słyszałem, że niektórzy zapijają tym Raki:P

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

***

Wieczór spędzamy na tarasie wraz ze wszystkimi domownikami. Jest piwko Efez, najbardziej popularna marka w Turcji, nargile i jest człowiek z gitarą. Nie można zapomnieć o Raki, czyli najbardziej znanej krajowej wódce. Jeśli ktoś nie przepada za anyżkiem to lepiej niech nie próbuje. Do Raki najczęściej dolewa się wody i wtedy dzieje się magia. Przezroczysty bezbarwny płyn zmienia kolor na mleczny, jest i cała tradycja i ceremonia podawania Rakii, ale już jej nie pamiętam:P Wieczór wzbogaca wspólna nauka tańca w świetlicy. Dobrze jest pobyć w większym gronie, to zawsze daje energię na dalszą podróż.

Zasypiam w świetlicy na sofie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

***

Wstajemy o dziewiątej na lekkim leniu. Płatki z jogurtem i konfiturą różaną na śniadanie. Troszkę słabo tu z dyscypliną i organizacją, wszystko dzieje się bardzo powoli i nikt do końca nie jest pewny co i o której. Nie ma co narzekać, bo obiady przychodzi gotować kucharka, smażone bakłażany, frytki, surówka i zupa,  żarcia jest do rozparcia. Mała sjesta i wybieramy się na bazar. Nie wiele różni się od bazarów w innych tureckich miastach. Kopczyki różnych słodyczy, turkish delight z Safranbolu, dziwaczne orzechy włoskie na sznurku w bliżej nieokreślonej galaretowatej polewie bez wyraźnego smaku, są też trójkątne „ciasteczka” z pistacjowym proszkiem w środku i sprasowana masa pistacjowa.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Znajdziemy tu również worki przypraw, ziół i małe warsztaty rzemieślnicze. Jednak jest coś z czego bazar w Gaziantep słynie na cały kraj, najlepsze pistacje i najlepsza baklava. Do tej pory mieliśmy już okazję popróbować baklavy i musze przyznać, że ta konkretna z bazaru w Antep jest zdecydowanie najlepsza.

Zjadamy kolacje i wspólnie oglądamy jakiś film i idziemy grzecznie spać.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

***

Przedpołudnie znów schodzi na przyjemnym leniuchowaniu. Na obiad gulasz z pomidorów, ryż, posiekane kawałki kurczaka i mizeria. Teraz czekamy na wycieczkę. W ramach EVS Magda i jej znajomi z różnych krajów pracowali, o ile się nie mylę, wspólnie z dziećmi i młodzieżą z biednych terenów zapełniając im czas wolny i otwierając je na świat. Idziemy do warsztatu, w którym młodzież zajmuje się wyrabianiem mozaik i biżuterii i przyglądamy się jakiś czas. Dość szybko nam się nudzi, więc idziemy z Martą i Olą do muzeum mozaiki.

DIGITAL CAMERA

To nie lada gratka na skalę światową. Mozaiki zostały odkryte dopiero w latach 80-tych XX wieku, gdy spod warstwy ziemi pól uprawnych odsłonięto ruiny starożytnego greckiego miasta Zeugma. Z miasta zachowały się głownie posadzki i dna basenów, ale to właśnie na nich było najwięcej mozaik. W 2000 roku część z nich musiał być w bardzo krótkim czasie przeniesiona do muzeum w Antep ponieważ obszar wykopalisk miał zostać zalany wodą w związku z budową tamy na Eufracie. Ekspozycja rozrasta się wraz z restauracją kolejnych znalezisk. Znakiem firmowym całej „kolekcji” jest „Gypsy Girl” czyli twarz cygańskiej dziewczyny. Mozaiki są naprawdę piękne i warto wstąpić do tego muzeum, szczególnie że poza nimi baclavą i pistacjami nic więcej w tym mieście niema.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Na kolację zupa na jogurcie z soczewicą, mięsem i makaronem. Brzmi jak miszmasz, ale bardzo smaczna.

***

O 3:30 budzi mnie głośne bębnienie, dobiegające z ulicy. Okazuje się, że podczas Ramazanu codziennie mniej więcej o tej porze, bębniarze budzą ludność żeby coś zjadła przed wschodem słońca by miała siłę na cały dzień. Ciekawy zwyczaj.

***

Rano żegnamy wszystkich i ruszam do Urfy. Dziś trochę żałuję, że nie pojechaliśmy do Aleppo w Syrii, bo z Antep to jedyne 97 km.

Data wizyty sierpień 2009r.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s