Kastamonu, po prostu miasto

Zastanawiałem się czy w ogóle wspominać o tym mieście. Właściwie to nic specjalnego tutaj nie ma, a już na pewno nic po co warto byłoby tu specjalnie przyjechać. Popatrzyłem jednak na zdjęcia i stwierdziłem, że mimo faktu iż miasto niczym się nie wyróżnia to ma przyjemny klimat i małomiasteczkowy spokój.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Potraktujcie ten wpis jako dopełnienie ciągłości podróży. To po prostu drobny przystanek w czarnomorskiej strefie podczas drogi z Safranbolu do Amasyi.

***

Żegnamy się z gospodarzem i jego rodziną, zostawiamy w prezencie pocztówkę z Wrocławia. Wychodzimy na główną ulice w stronę starego Safranbolu i wyciągamy karteczkę z napisem Kastamonu. Zaraz zbiega się kilka osób i zaczynają zastanawiać się jak tam dojechać, choć my dobrze wiemy jak bo mamy mapę, do jasnej cholery.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jakby tego było mało obok nas w cieniu siada jakaś “cyganka” z piątką dzieci biegających i wykrzykujących coś po Turecku:P Takie zbiegowiska nie sprzyjają łapaniu stopa więc prosimy by odeszli, ale oni w ogóle nie kumają o co chodzi. W końcu tracimy cierpliwość i zaczynamy iść dalej, a za nami jakichś dwóch palantów, jak rzep!:P Zatrzymuje się zielony, zdezelowany bus z wieśniakami wiozącymi towary na bazar w centrum.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wdrapujemy się na tył samochodu i już jedziemy w towarzystwie, pietruszki i marchewki. Wysiadamy na głownej i tu już idzie gładko. Zatrzymujemy nową czarną Hondę, jasna skóra i inne duperele. W środku młoda nowoczesna rodzinka 2+2 i teściowa:) Kobiety biorą dzieci na kolana i mimo że auto jest pięcioosobowe jedziemy nim w 7 osób prosto do Kastamonu. W Europie takie rzeczy się nie zdarzają. Mimo, że to aż 120 km to podróż się nie dłuży i upływa na pogawędce z młodymi rodzicami. Oboje dobrze ubrani, a panie nosiły chusty na głowach.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dość szybko z pomocą autochtonów znajdujemy hotel. Niestety ten najtańszy, o którym mówił przewodnik został wyremontowany i już nie jest tani:( Hotel, w którym się zatrzymaliśmy nie był super tani, ale po 17-tej miała być ciepła woda, przynajmniej tak nas zapewniono. Nagle przez uchylone okno naszego pokoju dobiegł dziwię bębnów. Wyjrzałem zaciekawiony na ulicę. Jakiś miejscowy zwyczaj o którym niestety niewiele mi wiadomo. Najpierw idą faceci ze sporymi bębnami, a za nimi grupka ludzi, wygląda to jak mini orszak weselny, ale nie ma pary młodej. Jest za to mały samochód dostawczy, na którego pace stoli odświętnie ubrany chłopiec.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Mogę się tylko domyślać, że to coś w rodzaju tradycyjnego obrządku przemiany młodzieńca w mężczyznę i zapewne ma coś wspólnego z religią islamską. Wybaczcie moją ignorancję.
Idziemy pozwiedzać, lecz nie ma tu wiele ciekawych miejsc. Przez środek miasta idzie zadbana ładna ulica z rzeką po środku i małymi zielonymi skwerkami. Kilka wskazówek od policji i wdrapujemy się na wzgórze zamkowe.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Widok rozległy, miasto z góry wygląda przeciętnie choć przyjemnie, nic oprócz wysokości nie robi wrażenia:) W lokancie zjadamy nasz pierwszy lahmacun, cieniutkie ciasto, jakby maca, na wierzchu cienka warstwa mięsa z ziołami i sosem pomidorowym, dość pikantne… pyszota i do tego tanie bardzo tanio, zapijamy tradycyjnie ayranem. Ściemnia się. Wracamy do hotelu na odpoczynek.

(Opis dalszej części podróży znajdziecie we wpisie „Amasya, grobowce królów Pontu”)

Data wizyty: sierpień 2009r.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s