Nesebar, z widokiem na morze

Większości ludzi Bułgaria kojarzy się z winem „Sofia” i słynnymi Złotymi Piaskami, czyli kurortem nad Morzem Czarnym. Bo kto nie ma w rodzinie ciotki, albo wujka którzy wygrzewali się na szerokich piaszczystych plażach Burgas lub Varny za czasów PRL’u. Szykując się do wyjazdu miałem w głowie tylko jedno miejsce. Miejsce określane jako „Perła Morza Czarnego”, a nawet „Bułgarski Dubrownik”. Stary Nesebar to niewątpliwie najciekawszy punkt na bułgarskim wybrzeżu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Po 5 minutach zatrzymuje się samochód, w którym siedzi już dwoje miejscowych autostopowiczów z zakupami. Wysiadają po drodze i płacą kierowcy po 5Ro. My udajemy, że nie wiemy o co chodzi i na miejscu żegnamy się miło z kierowcą. Po jego wyglądzie odczytać można było że liczył na kasę:P Ach ci pazerni Rumuni. Niestety pokręciły nam się kierunki i przez 40 minutowy błądziliśmy z plecakami po miasteczku. W końcu trafiliśmy do granicy, a właściwie do bramek płatniczych na most. Granicę z Rumuni wyznacza w tym miejscu Dunaj. Ponad nim rozciąga się wielki piękny most zwany mostem przyjaźni.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Mili ludzi przewożą nas na drugą stronę, piękny widok, rzeka ogromna. I już jesteśmy w Bułgarii w miasteczku Rase:) Łapiemy na Varnę i Burgas. Po 10 minutach bierze nas młody kierowca TIR’a i zabiera do Rozgrad gdzie łapiemy stopa do Varny. Robimy sobie mały spacerek po mieście. Atmosfera wokół głównego deptaku przypomina trochę Sopot. Posilamy się kebabem (3lewy). Interesujące jest, to że tutaj do bułki wsadzają frytki:P W sumie pierwszy raz spotkałem się z taką praktyką, a tutaj to normalka. O ile się nie mylę to Grecy robą podobnie.

Łapaliśmy stopa przed wielkim mostem przez godzinę, słabo szło. Postanowiliśmy przejechać trolejbusem na drugą stronę. Dobrze jest zmienić miejsce, jeśli długo nie ma efektów. Od razu zatrzymał się koleś, który zawiózł nas prosto na starówkę Nesebaru.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Po drodze mały korek ze względu na wypadek. Mijamy doszczętnie spalonego busa, na szczęście pasażerom nic się nie stało. Kierowca jest bardzo sympatyczny i biegle włada angielskim. Opowiada o bumie budowlanym, który od paru lat panuje na wybrzeżu. Ubolewa z tego powodu argumentując to degradacją przyrody, wydm i sielankowego pejzażu, który przyciągał turystów. Coś w tym jest. Praktycznie wzdłuż całego wybrzeża Bułgari ciągną się miasta/hotele nie wiele różniące się od tych na riwierze tureckiej czy w województwie egipskim. Zapytany o dobre miejscowe wino polecił nam „Mezzek” z winnicy Katarzyna. Podobno właścicielem jest Polak i nazwał winnicę na cześć swojej zmarłej córki. Wino godne polecenia, dostępne również w Polsce najczęściej w Kauflandzie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Nasz dobroczyńca podwozi nas pod samą bramę starego miasta i sugeruje byśmy tu rozpoczęli poszukiwania noclegu. Sądziliśmy, że z uwagi na ilość turystów i atrakcyjność miejsca, nie znajdziemy tu pokoju albo będzie kosmicznie drogi. Jak się za chwilę okaże, nasze obawy były bezpodstawne. Weszliśmy w głąb szukając noclegu. Zaczepił nas restauracyjny naganiacz i kiedy usłyszał, że szukamy noclegu zaraz pobiegł do domu obok i okazało się, że jest jeden pokój. Wchodzę po wąskich schodach na trzecie piętro niewielkiego domu. Był już tam jakiś turysta, ale się wahał bo on chciał wynająć na tydzień, co ze względu na rezerwacje nie było możliwe.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ja w tym czasie zerknąłem do środka, wyjrzałem przez balkon i modliłem się żeby facet się rozmyślił bo było mega. I udało się. Mieliśmy fart, akurat 2 dni dla nas. Cena śmiesznie niska, aż nie mogłem uwierzyć 12lewa za osobę za noc czyli około 12zł. Pokoik w sam raz, z TV i osobną łazienką, ale co najważniejsze z balkonu rozpościerał się przepiękny widok na morze, słychać było szum fal, czuć było powiew wiatru i zapach słonej wody:) Genialnie! Zadowoleni poszliśmy na miasto.

Cała starówka znajduje się praktycznie na wyspie i połączona jest z lądem wąską groblą na której stoi charakterystyczny drewniany wiatrak. Mają tu przepyszne lody na wagę. Wziąłem kokosowe o smaku bounty i melonowe, Agnieszka czekoladowe i cos tam jeszcze(1,39-1,69 za 100g). Kupiliśmy 1,5 litra „Sofii” za 5,8Lewa i obaliliśmy z Agą miło pogawędzą i relaksując się na balkonie przy świetle księżyca. Wspaniale.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

***

Rano postanowiliśmy przejść się do nowej części miasta by znaleźć jakiś bazar i zrobić zakupy. Jak na turystyczną miejscowość przystało, ciężko tu znaleźć miejsce gdzie zaopatruje się lokalna ludność. Kupujemy wielkie brzoskwinie, świeże bułki i zjadamy je ze smakiem siedząc na ławeczce. Niestety owoce nie są tu zbyt tanie. Wróciliśmy na starówkę i obfotografowaliśmy wszystko dookoła. Składa się ona ze starych drewnianych dwupiętrowych domków postawionych tu przez Turków w XIX wieku. Niektóre z nich obrośnięte są winoroślami, i znajdują się w nich sklepiki z pamiątkami.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Niektóre budynki przypominają te z Safranbolu czy Amasyi. Są też i starsze zabytki, głównie bizantyjskie kościoły z charakterystycznych dla tego regionu białych kamieni i czerwonych cegieł tworzących wzory. Podobne budowle spotkać można np. w Macedonii. Jest ich tu kilkanaście, a może nawet więcej. Część to ruiny jak np. najstarszy kościół Św. Sofia datowany jest na V-VI wiek. Większość pochodzi z okresu X-XIV wieku, są odnowione i pięknie podświetlona w nocy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Akurat powoli spacerowaliśmy główną uliczką starówki, kiedy zauważyliśmy grupkę może kilkunastu osób z przeróżnymi instrumentami dętymi. Uwielbiam muzykę bałkańską więc przystanęliśmy by zobaczyć co się wydarzy. Muzycy utworzyli krąg i jak gdyby nigdy nic zaczęli grać. Wtem, zorientowałem się, że skądś znam te melodie, i po chwili już wiem, przecież to ludowe kawałki rodem z płyty Bregovic’a. Rozkoszujemy się przez dobry kwadrans. Taka muzyka w takim miejscu, czego chcieć więcej.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Nie mogliśmy powstrzymać się od zaliczenia kąpieli w Morzu Czarnym, szczególnie że dla mnie był to pierwszy raz:) Wokół „wyspy” można znaleźć wiele miejsc z wygodnym zejściem do wody. Na każdym kroku spotkać można restauracje serwujące smażone ryby i inne potrawy kuchni miejscowej, zapach rozbudza zmysły:) Robię sie głodny. Skaczemy na szybki obiadek. Miasteczko ma niesamowity klimat, czuć historię i wakacyjną atmosferę. Wieczorem wybieramy się na nocną sesję ze statywem. W ruinach starego amfiteatru odbywa się właśnie coś jakby pokaz mody połączony z teatrem światła i dźwięku.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Polecam gorąco spacer po zmroku, panuje tu wtedy atmosfera tajemniczości, a gra świateł i cieni czyni otoczenie niemal magicznym.

Uliczki wyludniają się i dostrzec, tu mała dziewczynka tańczy przy akompaniamencie akordeonu dziadka, a przy bramie głównej grajek rozlewa echem po uliczkach dźwięki kozich piszczałek. Kupujemy polecone przez kierowcę wino „Mezzek” (10,15Lewa). Znów kończymy dzień na balkonie wsłuchując się w szum morza.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

***

Wstajemy po ósmej. Spieszymy się na autobus (1Lewa), który dowozi nas do miejscowości obok, znajdującej się blisko głównej drogi do Burgas. Po dotarciu do spota, siadamy na kamiennych płytach i zjadamy melona na śniadanie. Dzisiaj będziemy nocować w Istambule.

(Opis dalszej części podróży znajdziecie we wpisie „Istambuł, brama Azji”)

Data wizyty: Sierpień 2009r.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s