Transfogarska, the best road… in the world

To od niej się zaczęło. Transfogarska (Transfăgărășan) była naszym priorytetem i najważniejszym celem wyjazdu. Ta kultowa wśród motocyklistów trasa jest drugą, po Transalpinie, najwyżej położoną drogą w Rumunii i wspina się na wysokość 2034 m n.p.m. Wybudowana w pierwszej połowie lat siedemdziesiątych XX wieku za czasów panowania Nicolae Ceausescu, miała mieć wtedy strategiczne znaczenie militarne.

Początek trasy

Droga umożliwiać miała szybki transport wojsk z północy na południe przez góry Fogarskie, czyli najwyższe pasmo rumuńskich Karpat. Pomysł budowy tej trasy mógł zrodzić się tylko w głowie szaleńca, ale patrząc na biografię Ceausescu to miano zdecydowanie do niego pasuje. Inwestycja wymagała miliardowych nakładów pieniężnych i poświęcenia życia 40 żołnierzy pracujących przy budowie. Zużyto 6 tysięcy ton dynamitu, głownie do przebrnięcia przez północny fragment drogi liczącej w sumie 90 km od krajowej „jedynki” do Pitesti.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W najwyższym punkcie trasy wydrążono najdłuższy w Rumunii tunel mierzący 884 m. Od tego miejsca zjeżdża się już cały czas w dół. Dziś Transfogarska utraciła znaczenie militarne i jest używana głownie przez turystów.

Zaraz zaraz, ale co przyciąga tutaj rzesze motocyklistów, samochodziarzy i rowerzystów i co przyciągnęło Basię i mnie. Jeśli chodzi o nas to po prostu od jakiegoś czasu, a właściwie od zakupu motocykli, mieliśmy parcie na Rumunię. O ile dobrze pamiętam Basia rzuciła hasło „Transfogarska”.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Nie do końca jeszcze wtedy wiedzieliśmy, co to za jedna, ale w kręgach motocyklowych była znana i polecana. Nie spotkałem jeszcze Trampkarza (dla niewtajemniczonych: osoba jeżdżąca na motocyklu Honda Transalp), który by o niej nie słyszał, albo nie był. Po zerknięciu na mapę i małym reaserch’u w necie, zajaraliśmy się na maksa wizją zaliczenia tego cuda. Tak zaczęło się planowanie wyprawy do Rumuni i ustalanie trasy, ale o tym kiedy indziej.

Jeśli chodzi o motywy pchające turystów w te rejony,  to  przychodzą mi do głowy co najmniej dwa powody. Pierwszy to sama droga, która wije się setkami zakrętów, przebija się przez skały kilkoma tunelami i wisi w powietrzu na pięciu wiaduktach. Są też betonowe zadaszenia na betonowych filarach chroniące podróżnych przez spadającymi kamieniami. Właściwie wszystkie konstrukcje wykonane są z szarego betonu z lat ‘70, który powoduje że budowla kojarzy mi się z topornym budownictwem komunistycznym.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Drugim powodem, dla którego ciągną tu turyści są genialne wręcz widoki. To tak jakby wjechać na Rysy. Podejrzewam, że przeciętny turysta widoki postawiłby na pierwszym miejscu, ale ja z premedytacją postawiłem drogę jako punkt pierwszy na liście. To dlatego, że motocykliści kochają zakręty i uwielbiają wymagające i urozmaicone drogi, które są równie ważne, a czasem i ważniejsze niż widoki wokół. Trasa wije się najpierw zboczem głębokiej zielonej doliny i wspina się coraz wyżej i wyżej. Docieramy do dolnej stacji kolejki gondolowej, która umożliwia podziwianie najbardziej spektakularnego odcinka trasy z góry. Stąd jeszcze nie widać szczytu, ale emocje rosną.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W pewnym momencie naszym oczom ukazało się zbocze i słynny trawersowy odcinek z wieloma mostkami i betonowymi wzmocnieniami, prowadzący do najwyższego punktu trasy, gdzie jak się później okazało znajduje się jeziorko i schronisko. Jeden zakręt, drugi zakręt, trzeci, czwarty wspinamy się powoli wyżej i wyżej. To nie, obowiązujące tutaj, ograniczenie do 40 km/h powoduje, że wleczemy się jak ślimaki. Delektujemy się każdym przejechanym metrem, co chwilę przystając by napawać się widokiem. Podobnie zachowują się wszyscy, którzy tędy przejeżdżają i nikogo nie dziwi ani nie złości gdy ktoś ot tak po prostu zatrzyma się na środku drogi by cyknąć fotkę albo zwyczajnie gapić się w dal.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Panuje tu sielankowa atmosfera pełna zrozumienia i relaksu. Dookoła rozciągają się zielone hale, na których miejscowi pasterze z długimi kijem w ręku i charakterystycznymi czapkami, w kształcie odwróconego kubełka KFC pomalowanego na czarno i lekko kudłatego, na głowach wypasają swoje liczne stada owiec. Co jakiś czas niesforne owieczki wybiegają tłumnie na asfalt i blokują ruch ku uciesze turystów, którzy z palcem na spuście aparatu czekają tylko na taką okazję.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Nad naszymi głowami przemknęła bezszelestnie czerwona gondolka. Mijamy górną stację kolejki i rozstawione po obu stronach jezdni, tłumnie oblegane przez turystów, kramiki z pamiątkami. Wyraźnie czuć spadek temperatury, w końcu jesteśmy ponad 2000 m n.p.m.. Przed nami tunel. Mroczny, nie oświetlony, bardzo wilgotny od wody spływającej po ścianach i płynącej małym strumieniem po nachylonej jezdni. Lekki zakręt i znów wyjeżdżamy na światło dzienne, gdzie po chwili akomodacji zachwycamy się głęboką zieloną doliną.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Droga zaczęła iść w dół i nie było widać co znajduje się za najbliższym zakrętem więc domyśliliśmy się, że zapewne minęliśmy najwyższy punkt i trzeba zawrócić na drugą stronę tunelu. Porozumiewawczym kiwnięciem głowy dajemy sobie znak do nawrotu. Kierujemy się w jedyną boczną uliczkę, mocno nachylona, ale co tam damy radę byle tylko nie wpaść na jakiegoś rozmarzonego przechodnia. Sporo tu spacerowiczów, są nawet młode małżeństwa z wózkami. Kilkadziesiąt metrów dalej zatrzymujemy się nad brzegiem sporego jeziorka Balea Lac (Lac = jezioro).

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Coś jakby Morskie Oko. Typowy wysokogórski obrazek. Schronisko nad brzegiem jeziora, a po drugiej stronie resztki śniegu. Jest, co prawda, pierwsza połowa lipca, ale w zimie opady śniegu na tej wysokości są na tyle obfite, że trasa jest zamknięta w okresie od późnego października do późnego czerwca. W zależności od warunków atmosferycznych okazjonalnie zamykana jest również w lecie.

Zostawiliśmy na chwilę nasze rumaki, żeby wdrapać się na pagórek, z którego rozciągał się przenajlepszy super mega widok na szarego węża wijącego się w dół doliny i znikającego gdzieś daleko za kolejną górą.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ruszyliśmy dalej tunelem na południe. Z tej strony krajobraz był nieco inny. Góry choć wysokie, całe pokryte były zielenią. Coś jak góry w północnej Walii. Droga dziesiątkami zakrętów schodziła ostro w dół. Jako, że zjazd ciągnął się i ciągnął kilometrami, Basia postanowiła dla oszczędności zjeżdżać na luzie z wyłączonym silnikiem. Poszedłem za jej przykładem, choć jak teraz sobie myślę, to średnio to było mądre, no ale klocki miałem dobre. I chwała Bogu, bo nie długo potem przez drogę przełaziło ogromne stado owiec w towarzystwie pasterza – barana.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Na tej wysokości wzgórza porastały gęste lasy iglaste. Teraz droga prowadziła wzdłuż bardzo, ale to bardzo długiego, dość wąskiego jeziora. Zdawało się nie mieć końca. Jechaliśmy w lesie po zboczu schodzącym do jeziora, słońce było już bardzo nisko. Jechaliśmy i jechaliśmy a zakrętów nie ubywało. Miałem wrażenie, że kręcimy się w kółko, albo przejeżdżamy znów te same odcinki bo sekwencje zakrętów powtarzały się kilkukrotnie, a otoczenie było niezmienne. Weszliśmy w tryb motozombie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Motozombie to stan kiedy monotonna jazda spotęgowana zmęczeniem powoduje ograniczenie funkcji mózgu do oddychania i utrzymania się na drodze. Jedziesz automatycznie, trochę bezmyślnie i gdyby ktoś postawił ceglaną ścianę w poprzek drogi to pewnie byś jej nie zauważył. Taki letarg skrzyżowany z transem. Na szczęście z letargu wyrwała nas niespodziewana atrakcja. Otóż na końcu jeziora znajdowała się 160-cio metrowej wysokości zapora spiętrzająca jego wody. Postanowiliśmy zrobić sobie krótki odpoczynek.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Tuż obok zapory znajdowała się wieża widokowa, na którą oczywiście koniecznie musiałem wejść. Basia nie przekonała się do pomysłu i została na dole. Z tarasu widokowego podziwiać można zaporę, naprawdę cholernie wysoka. Jej szczytem szła droga i po drugiej stronie wchodziła w ścianę skalną niewielkim tunelem, który nie wiem dlaczego przypominał mi mysią dziurę. Kiedy odwróciłem się tyłem do zapory, na szczycie wzgórza zobaczyłem kilkunastometrową postać, jakby metalowego robota trzymającego w uniesionych rękach błyskawice. Wydedukowałem, że ma to zapewne jakiś związek z elektrycznością produkowaną dzięki spiętrzeniu wody.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zaczyna robić się późno i zmęczenie daje nam się we znaki, więc ruszamy dalej. Przez zaporę i mysią dziurę dostajemy się do kolejnej doliny. Intensywny trawers po stromym zboczu i dookoła doliny. Teraz dostrzegamy dwa mosty przyklejone do zbocza po prawej stronie, to trasa którą przed chwilą jechaliśmy. Tak mi się spodobał ten widok, że zatrzymałem się co by zrobić fotkę. Transfogarska ciągle nas zaskakuje. Zjechaliśmy na dno doliny i dalej wzdłuż górskiej rzeczki ,z resztą bardzo urokliwej. Właśnie minęliśmy kemping nad jej brzegiem, dostrzegając na nim dwóch motocyklistów.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jako, że robiło się już szaro, a nie chcieliśmy nocować w żadnym z czekających nas za parę kilometrów miasteczek, zdecydowaliśmy się zawrócić do kampingu. Zatrzymaliśmy się przy jedynym w tym miejscu niewielkim drewnianym domu, myśląc że to recepcja kempingu. Miły właściciel, o dziwo mówiący po angielsku wytłumaczył nam, że u niego możemy kupić sobie piwko, a pole namiotowe należy do kogoś innego i że ten ktoś przyjedzie jutro rano żeby pobrać opłatę.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Na kempingu stało kilka namiotów i krzątała się pomiędzy nimi grupka Rumuńskiej młodzieży. My skierowaliśmy się na drugi koniec tuż przy rzeczce i zaraz obok dwóch motocyklistów. Zapytaliśmy czy możemy się koło nich rozbić, a że się zgodzili to szybko rozbiliśmy namiot i niezwłocznie udaliśmy się do sklepiku w celu zakupienia kilku flaszek piwa. Niestety pan doliczył nam kaucję, którą obiecał oddać jak rano przyniesiemy butelki. Postanowiliśmy zapoznać się z kolegami motocyklistami.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Okazała się, że są Holendrami robią sobie objazdówkę do Turcji. Niestety nie pamiętam ich imion, ale pamiętam że są kumplami ze szkoły. Obaj na oko około 45 lat. Ten mniejszy był komendantem policji w miasteczku, z którego pochodzą i jechał na Varadero. Ten drugi wysoki z blond wąsem, co wyglądał jak wiking był nauczycielem wychowania fizycznego i trenerem surviwal’u, a jechał na jakimś starym GSie. Oczywiście obaj świetnie mówili po angielsku i byli wręcz wzorowo przygotowani do wyprawy, czego nie można było powiedzie o nas:P

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Mieli patenty do ładowania urządzeń elektrycznych podczas jazdy, GPSy, kamerki GoPro, jedzenie w torebkach coś jak dla kosmonautów, składane łóżka polowe, kuchenkę i zestaw do robienia kawy, nie mówiąc już o narzędziach i innych przydatnych pierdołach. Bardzo chętnie pokazywali nam swój ekwipunek tłumacząc co do czego służy. Całą wyprawę panów z Holandii prześledzić można na http://www.2bikesontour.ln, jest tam dużo filmów, niestety wszystko po holendersku. Tak nam minął wieczór przy piwku i pogaduszkach.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

***

Rano załapaliśmy się na kawę. Nie poszliśmy za ich przykładem i nie poszliśmy kąpać się do tego lodowatego strumienia. Poszliśmy za to oddać butelki, ale niestety nikogo tam nie było i szlag trafił kaucję. Nie jest źle bo nikt nie przyszedł po kasę za kemping, co znaczy że udało nam się przespać w tych pięknych okolicznościach przyrody za darmochę. Wyruszyliśmy w dalszą drogę do Brashova…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

***

Na koniec mała ciekawostka dla fanów motoryzacji. W 2009 roku na Transfogarskiej pojawiła się ekipa „Top Gear”. Materiał z Rumunii ukazał się w pierwszym odcinku 14-tego sezonu. Polecam ten odcinek. Jeremy Clarkson tak określił słynną drogę: „this is the best road… in the world”.

(Dalsza część podróży we wpisie “Przez Transylwanię do Brașov’a“)

Data wizyty: lipiec 2012r.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s