Sibiu i Câlnic, na szybko

Opuściliśmy Hunedoarę i pospieszyliśmy krajową siódemką w stronę Sibiu. Rewelacyjna słoneczna pogoda, niestety niezbyt przyjazna dla motocyklistów w czarnych kaskach, kurtkach i długich spodniach. Kolejny dzień, podczas którego wkładki naszych hełmów nasiąkały potem. Bezkresne pola złocistych zbóż przeplatały się z soczystą zielenią okolicznych pagórków i pastwisk, tworząc iście sielankowy krajobraz.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Co jakiś czas droga prowadziła przez wioski z typową dla tego regionu saską zabudową. Ogólnie mówiąc i nie wnikając w szczegóły (o siedmiogrodzkich Sasach w kolejnym wpisie) rejon ten zdominowany jest przez budownictwo niemieckojęzycznych osadników sprzed stu kilkudziesięciu lat. Właściwie każda wioska wygląda tak samo, tzn. tak samo ładnie. Wzdłuż głównej drogi po obu stornach stoją charakterystyczne kolorowe budynki z okiennicami.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Każdy z domów połączony jest z kolejnym drewnianą obmurowaną bramą i tak ciągnie się to przez całą wieś… brama, dom, brama, dom, itd. Większość z nich jest zadbana i aż ma się ochotę zatrzymać i zrobić zdjęcie. Nie jest to jednak łatwe, bo ruch na drodze jest spory, poza tym jak już wspomniałem jest cholernie gorąco i Basia złości się na mnie, że ciągle się zatrzymuję i wolno jadę. Mam nadzieję, że następnym razem będę mógł na spokojnie przejechać tę trasę.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Mijamy Sebeş, skąd skręcając na południe, dotrzeć można na Transalpinę, czyli najwyżej położoną drogę w Rumuni. Prowadzi ona przez góry Parâng, drugie najwyższe pasmo rumuńskich Karpat. My jednak kierujemy na zachód w stronę Sibiu, bo dziś naszym celem jest Trasfogarska.

Podczas podróży warto nawiązywać nowe kontakty i zasięgać języka. Dzięki Przemkowi i jego rodzinie, których spotkaliśmy na kampingu koło Hunedoary, dowiedzieliśmy się o małej wiosce Câlnic.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Nigdy o niej nie słyszeliśmy, a okazało się że znajduje się tu jeden, z charakterystycznych dla tego regionu i wpisanych na listę UNESCO, zamków chłopskich. Zamek służył za schronienie dla mieszkańców w razie najazdu, albo innego niebezpieczeństwa. W wiosce panuje bardzo sielska atmosfera, trochę jak na polskiej wsi tylko architektura trochę inna. Czując lekki głód, zajrzeliśmy do chyba jedynego sklepu we wsi, położonego na głównym skrzyżowaniu niedaleko zamku. Szczerze się ubawiliśmy, bo tak głębokiego PRL’u dawno nie widzieliśmy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Prawie nic na pułkach, ani pieczywa, ani nic na szybko, chyba nawet alkoholu nie mieli, skończyło się na tym, że wyszliśmy z dwoma przejrzałymi bananami. Wróciliśmy na główną, robiąc po drodze małą sesję zdjęciową.

Hermannstadt był ważnym ośrodkiem handlu oraz siedzibą zgromadzenia Niemców w Siedmiogrodzie. Miasto znane dzisiaj pod nazwą Sibiu lub polską Sybin jest jednym z większych rumuńskich ośrodków kulturowych i duchowych.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Struktura mieszkańców zmieniła się znacząco szczególnie na początku lat dziewięćdziesiątych, kiedy to większość zamieszkujących tu Niemców wyjechała na zachód. Obecnie Niemcy i Węgrzy stanowią odpowiednio 1,6% i 2% populacji (mówi Wikipedia). Od razu widać, że to duże miasto. Duże jak na Rumunię, bo ilość mieszkańców oscyluję w okolicach 150 tysięcy. Sibiu jest pięknie ulokowane, w pobliżu wysokich szczytów Karpat Południowych.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Bez większych problemów udaje nam się dojechać do centrum. Trzeba przyznać, że starówka jest bardzo rozległa i robi wrażenie. Nie ma tu wielu monumentalnych budowli, a większość budynków to dwu lub trzypiętrowe kolorowe kamieniczki. Jednakże jednolitość zabudowy tworzy magiczny klimat i prowokuje do spacerów kolejnymi uliczkami.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wszystkie budynki w ścisłym centrum wyremontowane, kolorowe, kwiaty w oknach, kosteczka ułożona równiutko, jakieś knajpki z ogródkami piwnymi, jakieś sklepiki. Czysto i schludnie jak w Niemczech:) Wzrok przykuwa, charakterystyczna, biała wieża ratuszowa, często występująca na pocztówkach z tego miasta.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Na głównym placu, zaraz obok kościoła stoi dość ciekawa studnia. Niestety nie mieliśmy możliwości przyjrzenia się jej z bliska, gdyż tego dnia na placu ulokowany był start jakiegoś wyścigu. Postanowiliśmy posilić się w jednej z licznych restauracji. Niestety nie mam notatek z podróży, więc nie jestem pewny co zamówiliśmy. Pamiętam jednak, że było tego dużo… za dużo:P

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Na początek zupa, Basia wzięła chyba gulasz z mamałygą zapiekaną z serem białym, to podobno miejscowa specjalność; ja wziąłem coś w stylu bałkańskiego cevapcici. Na deser wielka mrożona kawa z bitą śmietaną. Zaszaleliśmy bo to nasz pierwszy porządny obiad w Rumunii, poza tym skusiły nas ceny, które są niższe niż w naszym pięknym Tuskolandzie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

O ile się nie mylę to piwo w eleganckiej restauracji w centrum starówki kosztowało około 6 złotych. Obsługa niezwykle sympatyczna i profesjonalna. Ledwo wstaliśmy od stołu, a przecież dzisiaj mamy jeszcze przejechać Transfogarską:P

(Dalsza część podróży we wpisie “Transfogarska, the best road… in the world“)

Data wizyty: lipiec 2012

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s