Przez Transylwanię do Brașov’a

Transylwania. Zapewne pierwsze skojarzenie, dla większości z nas to wampiry, zamki i mroczne góry. Odcinek z Câmpulung do Bran’u jak najbardziej pasuje do tego wyobrażenia, szczególnie że pokonywaliśmy go podczas burzy. Na wstępie sprecyzujmy jednak, co kryje się pod nazwą Transylwania. Jest to kraina historyczna położona na Wyżynie Siedmiogrodzkiej i wywodzi się od łacińskiego określenia „ultra silvam” oznaczającego „za lasem”.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Nazwa ta od wieków używana jest wymiennie z niemieckojęzyczną Siebenbürgen, co po naszemu oznacza Siedmiogród. Sprowadzeni w XII wieku niemieccy i holenderscy osadnicy głównie chłopi, rzemieślnicy i górnicy przyczynili się do rozwoju prowincji. Jedna z teorii mówi, że nazwa Siebenbürgen wzięła się od siedmiu grodów/warowni, które zostały przez nich wzniesione na tym terenie dla obrony przed najeźdźcami z południa. W śród nich (grodów) wymienia się najważniejsze miasta takie jak Hermannstadt (Sibiu), Kronstadt (Brașov), Klausenburg (Cluj-Napoca), czy Schäßburg (Sighișoara). Od wieków teren środkowej Rumunii stanowi swoisty rumuńsko- węgiersko- niemiecki tygiel narodowościowy, nie zapominajmy również o Cyganach:)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dzisiejszy dzień miał być czystym relaksem, przecież wczoraj przejechaliśmy Transfogarską, więc cała reszta to pestka. W Curtea de Argeș odbijamy na drogę, która za 140 kilometrów doprowadzi nas do Brașova. Słoneczna pogoda, jedzie nam się bardzo przyjemnie, droga to wije się zakrętami przez wzgórza to schodzi w dolinę, w poprzek górskich fałd. Nawierzchnia całkiem niezła, dużo radości z jazdy.

Z Câmpulung droga wspina się na pobliskie wzgórze i nagle naszym oczom ukazuje się dziwna kamienna budowla z kamiennymi schodami i wierzą w stylu latarni morskiej.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zainteresowani zatrzymujemy się na parkingu i stawiamy motocykle w cieniu sklepiku z pamiątkami. Wykorzystujemy chwilę na uzupełnienie płynów bo słońce pali niemiłosiernie. Basia obawia się troszkę wałęsających się tu bezdomnych psów, ale i one ledwo żyją z gorąca. Wspięliśmy się po schodach i za drobną opłatą zajrzeliśmy do wnętrza. W środku znajdowały się makiety oraz grafiki przedstawiające bitwy stoczone prawdopodobnie w tym rejonie.

Niestety informacje dla turystów zapisane były jedynie po rumuńsku. Udało nam się jednak wydedukować, że chodzi o I Wojnę Światową i że monument został wzniesiony na przełomie drugiej i trzeciej dekady XX. wieku. Dalej przeszliśmy do krypty pod wierzą gdzie znajdowały się szczątki 2300 rumuńskich żołnierzy, poległych na polu walki.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jest niesamowicie parno. Mimo, że widok na Câmpulung wciąż jest dobry i świeci słońce, to z drugiej strony wzgórza nadciągają czarne chmury. Obawiamy się, że zanosi się na burzę, a tego motocykliści nie lubią. Kilka kilometrów dalej w dolinie złapał nas deszcz. Schroniliśmy się pod dachem przydrożnego sklepiku, właściwie była to stacja z gazem i drewniana budka z napojami i olejami. Kupiłem energy drinka od sympatycznego grubawego właściciela. Schowani pod małym daszkiem, patrzyliśmy jak mokną nasze motocykle i chwaliliśmy się wzajemnie jaka to dobra decyzja, że się zatrzymaliśmy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Owszem dobra bo po kilkunastu minutach prawie przestało padać i postanowiliśmy ruszyć dalej. Droga wspinała się do góry, a chmury były jakby coraz niżej i snuły się pomiędzy szczytami. Panowała ponura, lekko tajemnicza atmosfera, deszcz siąpił nieśmiało, a architektura tutejszych domów przypominała scenerię rodem z filmów o wampirach. Czarne burzowe chmury kłębiły się już z każdej strony, mruczały grzmotami, od czasu do czasu rozbłyskując fioletowymi piorunami. Asfalt jak na złość wspinał się wyżej i wyżej, już było widać całą dolinę.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Powiem szczerze, że nie wpadł bym na to by drogę poprowadzić po wierzchołku wydłużonego wzniesienia. Wyglądało to tak, że po jednej i po drugiej stronie była dolina, do których prowadziły trawiaste zielone zbocza i żadnych drzew. Byliśmy wystawieni jak na strzelnicy i zaczęliśmy się zastanawiać jakie jest prawdopodobieństwo, że trafi nas piorun.

Mała ciekawostka, otóż przed prawie każdym domem przy ulicy ustawione jest drewniane stoisko z domowymi wyrobami. Wystawka zawiera głównie suszone kiełbasy, sery i obowiązkowo czerwone i białe wino w plastikowych petach. Później żałowałem, że nie zatrzymaliśmy się przy żadnym, ale i tak nie mieliśmy jak tego wińska ze sobą zabrać:P

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Droga wiła się aż do Branu, gdzie wygięła się lekkim łukiem na wschód i doprowadziła nas, jak po sznurku, przez Râșnov prosto do Brașova.

Zatrzymaliśmy się na dość dziwnym przejeździe kolejowym na rogatkach miasta i staliśmy tam chyba z piętnaście minut. Początkowo nikt się za nami nie ustawiał, wybierając alternatywną trasę obok, więc zaczęliśmy się zastanawiać czy się nie frajerujemy. Po chwili zaczęła tworzyć się mała kolejka i stwierdziliśmy, że skoro miejscowi tam jadą, to musi być właściwa droga.

Do centrum starego Brașova dotarliśmy bez większych problemów. Co jak co ,ale oznakowanie w Rumuni jest bez zastrzeżeń.  Zrobiliśmy rundkę wokół rynku, bo większość uliczek jest tu jednokierunkowa i zaparkowaliśmy rumaki na chodniku nieopodal ratusza.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Od razu widać tu niemiecką rękę. Nie ma w tym nic dziwnego bo miasto założone zostało przez Krzyżaków w XII wieku, a rozbudowywane przez saskich osadników, aż do wieku XX jako Kronstadt. W okresie międzywojennym dominowała tu ludność węgierska, niemiecka i rumuńska. Otwarto tu również pierwszą rumuńską fabrykę samolotów, w czasach powojennych przekształconą w wytwórnię traktorów.

Ciekawostką jest, że Brașov w okresie komunizmu nosił nazwę „Orașul Stalin” czyli „Miasto Stalina”. Na szczęście industrialne przedmieścia rozlały się na równinę w kierunku północnym, tam też przeniosło się centrum dzisiejszego Brașov’a. Rozległe stare miasto przetrwało bez uszczerbku wciśnięte klinem w dolinę na południowy zachód od centrum.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Nie znam się na średniowiecznych strategiach obronnych, ale takie ulokowanie miasta pozwala wrogowi bezkarnie ostrzeliwać zabudowania z pobliskich wzgórz. Kiedyś cała osada otoczona była kamiennym murem z licznymi basztami i bramami. Do dzisiaj zachowały się dość długie odcinki fortyfikacji u podnóża góry Tampa i w okolicach wieży obronnej „Białej” wzdłuż ulicy o wdzięcznej nazwie „Dupa Ziduri”.

Starówka ma typową dla saskich miast zwartą zabudowę z rynkiem, na którego środku stoi ratusz. Większość budynków nie ma więcej niż trzy piętra i wszystkie pokryte są pomarańczową dachówką. Starannie wytyczone uliczki schodzą się do ryku i ulicy kupieckiej, przy której znajdują się dwukondygnacyjne sukiennice. Zabudowa do złudzenia przypomina starówkę Sibiu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wyruszyliśmy na poszukiwanie informacji turystycznej, jak się okazało mieści się ona w samym ratuszu. Ta charakterystyczna budowla z kwadratową wierzą wraz z trójkątnym rynkiem jest „znakiem” rozpoznawczym Brașov’a. Wszystkie kolorowe kamieniczki w ścisłym centrum zostały pieczołowicie i z detalami odrestaurowane. Rynek równiutko wyłożony kostką, jest też nowoczesna fontanna i stojak z rowerami miejskimi. Przed licznymi knajpkami ustawione są zadaszone i udekorowane kwiatami, ogródki piwne. Bardzo przyjemna atmosfera.

W biurze informacji turystycznej wypytujemy o tanie noclegi w mieście. Byliśmy troszkę rozczarowani, kiedy pani podała nam tylko dwie opcje kwatery, liczyliśmy na większy wybór.  Okazało się jednak, że jedna z nich jest kilkaset metrów stąd na starówce.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Miła pani wykonała telefon, a następnie wręczyła nam karteczkę z adresem i imieniem właścicielki, mówiąc że będzie tam na nas czekała o 17:00. Chwilkę pobłądziliśmy w jednokierunkowych uliczkach, ale byliśmy na czas. Uśmiechnięta właścicielka w średnim wieku, otworzyła dla nas drewniane wrota i wjechaliśmy na niewielki brukowany dziedziniec. Znalazło się nawet zadaszenie dla naszych motocykli.

Po schodkach weszliśmy do oficyny. Najpierw przestronne lobby pod szklanym dachem stół krzesełka i kanapa. Nawet jakieś zielone kwiatki były. Dostaliśmy spory pokój, mebelki, przechodzony dywan, duperelki, łazienka, wszystko gra. Nie pamiętam dokładnie ceny za dobę, ale była bardzo atrakcyjna. Wzięliśmy szybki prysznic i wyruszyliśmy na poszukiwanie jakiejś miłej knajpki.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zasiedliśmy w sporawym ogródku restauracyjnym w jednaj z bocznych uliczek. Solidny drewniany płotek i mebelki, parasole, eleganckie a za razem swojskie nakrycia stolików. Bardzo sympatyczna, młoda i urodziwa pani kelnerka z uśmiechem podała nad menu. Ceny również sympatyczne i zachęcające. Miejscowe piwo Ursus lub równie markowe Ciuc za 6 złotych w restauracji! Taniocha! To tak jakby w Bernardzie na Wrocławskim rynku kupić piwko za szóstkę. Nie pamiętam co dokładnie zamówiliśmy, ja zapewne jakiś gulasz mięsny i mamałygę, ale wszystko było pyszne i ponad 20% tańsze niż w Polsce.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Siedziałem przodem do jednego z głównych deptaków i miałem okazję poobserwować miejscowe dziewczyny. Muszę przyznać, że Rumunki są prześliczne, nawet ładniejsze niż Serbki, a Serbki też są piękne. Czarne długie włosy, zadbane, gustownie ubrane.

Po udanym obiadku, wybraliśmy się na spacer. Prawie z całego miasta, a w szczególności z rynku, widać wielki białe litery układające się w nazwę Brașov. Napis umieszczony jest na zboczu góry Tampa, na którą wjechać można czerwoną gondolką z reklamą Coca-Coli. Oczywiście w nocy jest podświetlony (napis), co tylko dodaje uroku iluminacji starówki. Na kolejnej górze znajduje się dość ciekawy fort, jego mury również są podświetlone.

Jest też i synagoga, wbudowana w jedną z pierzei rynku. Trudno nie zwrócić uwagi na katedrę dominującą nad starym miastem, szczególnie że stoi w pobliżu rynku. „Biserica Neagră” czyli „Czarny kościół” to największą budowlą sakralna w Rumunii i największa późnogotycka świątynia na wschód od Wiednia.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Innym ciekawym obiektem jest barokowa cerkiew Św. Mikołaja, stojąca niegdyś poza murami saskiego miasta. Warto również zajrzeć do pierwszej rumuńskiej szkoły, która stoi tuż obok niego. Podobno w XV wieku gdy otwarto szkołę, każda wioska miała wysłać delegata aby szkolili się na nauczycieli, a potem wrócili w rodzinne strony niosąc kaganek oświaty.

Warto, choć nie jest to łatwe, odnaleźć uliczkę „Strada sforii”, czyli „sznurkową”, która jest jedną z najwęższych uliczek w Europie. Niestety my jej nie odwiedziliśmy, trzeba przecież zostawić coś na następny raz:)

Kolejnego dnia wybraliśmy się zwiedzać okoliczne atrakcje czyli zamek chłopski w Râșnov’ie, zamek Draculi w Bran’ie i kościół warowny w Prejmer. O tych miejscach przeczytacie w następnym wpisie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W Brașov’ie spędziliśmy w sumie dwie noce, a ostatniego dnia wybraliśmy się kolejką gondolową na szczyt Tampy. Można też wejść na piechotę, ale polecam kolejkę. Widoki z góry uwielbiam do tego stopnia, że w miarę możliwości, w każdym mieście, które zwiedzam wspinam się na najwyższą wierzę lub pagórek. I tym razem się nie zawiodłem. Widok na stary Brașov, jest dopełnieniem odwiedzin, wisienką na torcie. Górna stacja gondolki ostro woni PRL’em:P Komuna na maksa. Jakaś pusta stołówka i architektura rodem z Misia. Leśną ścieżynką docieramy do wielkiego napisu w stylu Hollywood, przy którym znajduje się wiekowy taras widokowy. Teraz doskonale widać, to o czym czytaliśmy w przewodniku.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Starówka składa się jakby z dwóch części. Po prawej ta saska, równiutka, ułożona, zwarta i zaplanowana. Ta z lewej chaotyczna, spontaniczna i pogmatwana nosi nazwę „Şchei”. To część, która znajdowała się poza murami i zasiedlana była przez rumuńskich i bułgarskich osadników. Podobno mieszkańcy tej „dzielnicy” mogli wchodzić do Brașov’a tylko o określonych porach i tylko przez jedną bramę (Katarzyny), a jeśli chcieli wnieść coś na handel musieli zapłacić myto. Brama Katarzyny to jedyna oryginalna średniowieczna brama miejska, która przetrwała do naszych czasów.

Braszów jest super i na pewno tu kiedyś wrócimy, ale dzisiaj czeka na nas jeszcze Viscri i Sigișoara.

(Dalsza część podróży we wpisie”Brașov, okoliczne atrakcje“)

Data wizyty: lipiec 2012r.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s