Z Jakuszyc do stolicy Wojwodiny

Każda podróż zaczyna się od przekroczenie progu własnego domu. Ojciec podwiózł nas z Jeleniej Góry na przejście graniczne z Czechami w Jakuszycach. Plan jest taki, że na stopa dostajemy się do Turnowa, a stamtąd ruszamy koleją przez Węgry, aż do Serbii. Wskakujemy do pociągu spieszącego z Hamburga i mimo, że jakość torów jest zaskakująco dobra, docieramy do Budapeszt z trzydziestominutowym opóźnieniem. Dworzec piękny, pamiętający jeszcze Austrowęgry, ale najlepsze lata ma już za sobą.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Gdzieś pomiędzy drewnianymi rusztowaniami odnajdujemy kasę biletową, by zapytać z którego peronu odjeżdża ten 23:35 do Belgradu. Na mrocznym końcu stacji, stał smutny i mocno wyeksploatowany skład. Wskoczyliśmy do środka, by przekonać się że wnętrze jest czyste i wygodne. Jedynym mankamentem był brak światła i niezamykające się toalety.

Pomimo, że bilet wykupiliśmy aż do Blegradu, to postanowiliśmy wyskoczyć po drodze i zwidzieć Novi Sad. W sumie nic nie wiedzieliśmy o tym mieście, no może poza tym że jest stolicą Wojvodiny, ale co to jest ta Wojwodina to już ni hu, hu. Gdy pociąg wtoczył się na stację, była zaledwie 5:35 rano. Nie byliśmy pewni, czy zostaniemy tu na noc więc przezornie sprawdziliśmy wieczorne połączenia do Belgradu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Miasto dopiero budziło się ze snu, więc sprawiało wrażenie lekko opustoszałego. Spacerkiem zmierzaliśmy w stronę centrum starego miasta. Ulice stawały się coraz węższe a zabudowania coraz starsze.

Trzeba przyznać, że panuje tu miła atmosfera, różnokolorowe niewysokie kamieniczki są w większości odremontowane, kilka ulic przekształcono w brukowane kostką deptaki ze stylowymi latarniami. Znaleźć tu można klimatyczne kafejki i bary, jak również restauracyjne ogródki przyozdobione kwiatkami, gdzie spoczywając w ratanowych mebelkach schronić się można w cieniu parasoli.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Usiedliśmy na głównym deptaku prowadzącym do największego na starówce placu, przy którym stoi okazały ratusz. Tu znajdują się najbardziej lansiarskie restauracje, ale ciężko lansować się w przepoconym T-shircie i z plecakiem. To podróż niskobudżetowa, ale pozwalamy sobie na chwilkę odpoczynku przy kawce. Korzystając z chwili wyciągam przewodnik Bezdroży, co by uzupełnić luki w wiedzy na temat miejsca naszej wycieczki.

Otóż, położony nad Dunajem Novi Sad jest stolicą serbskiego autonomicznego okręgu o nazwie Wojwodina. To drugie po Belgradzie największe miasto i ośrodek kulturalny w Serbii, coś tak jakby Kraków dla Polaków.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W XIX wieku, zamieszkiwane przez wielu pisarzy poetów i publicystów. To tutaj funkcjonuje Matica Srpska, czyli najstarsza instytucja kulturalna-naukowa Serbii zawierająca min. wielką bibliotekę. Z kolei Teatr Narodowy z 1861 roku jest najstarszym profesjonalnym teatrem wśród południowych Słowian.

Funkcjonuje tutaj również silny ośrodek akademicki z ponad 43 tysiącami studentów. Novi Sad jest również gospodarzem jednego z największych festiwali muzycznych w regionie – EXIT Festival. Impreza organizowana jest od 2000 roku na terenie twierdzy po drugiej stronie Dunaju. Podobno co roku zjeżdża się tu z całej Europy sto kilkadziesiąt tysięcy fanów dobrych dźwięków.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Tak gwoli ścisłości, to twierdza nie znajduje się na terenie Novego Sadu lecz w znajdującej się po drugiej stronie rzeki miejscowości Petrovaradin. Aby się tam dostać należy przejść przez środkowy z trzech mostów łączących brzegi Dunaju. Z centrum starego miasta kierujemy się w stronę rzeki, która wije się na kształt litery S oplatając Petrovaradin. Nabrzeżne wały po stronie Novego Sadu umocnione zostały betonowymi płytami by zakręcająca rzeka nie wdarła się do miasta.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wzdłuż umocnień biegnie długi na ponad 2 kilometry deptak z ławeczkami i ścieżką rowerową. Rozpościera się stąd wspaniały widok na przeciwny brzeg którego krajobraz zdominowany jest przez wzniesienie z nieprzeciętnych rozmiarów zespołem fortyfikacji. Uwagę przykuwa charakterystyczna biała wieża zegarowa.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Na jednej z uliczek znaleźliśmy sklep jakiego nigdy wcześniej nie spotkaliśmy. Otóż ów sklep wyspecjalizował się w sprzedaży papieru toaletowego i stanowił oj jedyny towar widoczny przez dużą szklaną witrynę. Na wielu ulicach parkowały auta marki Zastawa. Mam do nich sentyment bo mój ojciec miał kiedyś czerwoną zastawę i pamiętam ją z dzieciństwa.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Gdy doszliśmy do pierwszego przęsła mostu Varadin, naszą uwagę przykuła ciekawa uliczna wystawa. Na betonowych podporach pod mostem wywieszone były banery przypominające o wydarzeniach z 1999 roku. Zdjęcia przedstawiały przeprawy przed i po, mającej miejsce rok później, odbudowie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dopiero później wyczytałem, że w skutek bombardowań przeprowadzonych przez samoloty NATO, wszystkie trzy mosty zostały zniszczone. Miasto zostało również pozbawione, wody, elektryczności i łączności, a zniszczenia w miejscowej rafinerii miały poważne ekologiczne konsekwencje. Naloty miały na celu zniechęcenie Serbii (wtedy Yugosłvii) do kontynuowania walk zbrojnych o Kosovo.

Długi na kilkadziesiąt metrów, dwupiętrowy statek, wyglądający jak jednostka wrocławskiej białej floty odrzańskiej na sterydach, sunie powoli po zmąconych brunatnych wodach szerokiego Dunaju. To jeden z tych nudnych statków, którymi wożą się starzy Niemcy, by podziwiać, pić, żreć i grać w bingo. Za chwilę będzie cumował do pływającego portu wodnego.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dwa białe drewniane domki a pomiędzy, nimi pokryte niebieskim dachem szerokie przejście i długi trapez pozwalający zejść na ląd. Szyld informuje pasażerów, że to stacja Novi Sad, a gdzie tylko się da stoją lub wiszą fioletowe doniczkowe kwiaty. Bardzo ładny obrazek z twierdzą w tle.

Po przejściu przez garb mostu Varadin, znaleźliśmy się w małej przytulnej miniaturce starego miasteczka. Niewielkie sympatyczne kamieniczki, a właściwie domki pokryte wiekową porośniętą mchem dachówką, wąskie uliczki i pamiętające Jugosławię Łady i Yugo.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Podążając za zapachem świeżego pieczywa dotarliśmy do skromnej piekarenki, a nie znając jeszcze bałkańskich smakołyków, zakupiliśmy coś co wyglądało na smakowite ciasto orzechowe z posypką. Już po pierwszym kęsie wiedzieliśmy, że coś jest nie tak. Spodziewaliśmy się słodkiego smaku, a okazało się słone, dość suche i w dodatku zawierało dużą ilość czegoś co wyglądało i smakowało jak bułka tarta:P Do dzisiaj nie wiemy co to był za specjał:P

Zatrzymujemy się na długich kamiennych schodach, prowadzących do bramy twierdzy, by przez chwilę nacieszyć oczy panoramą zabudowań starego Petrovaradinu. Kilkunastometrowym tunelem przedostajemy się do wnętrza twierdzy. Budynki koszarowe i administracyjne z czasów Austro-Węgier otoczone zadbaną zielenią, ławeczki, brukowane alejki ze starymi latarniami tworzą przemiłą scenerię przyciągającą licznych spacerowiczów.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Swoje pierwsze kroki kierujemy do eleganckiej restauracji, która oprócz wykwintnych dań oraz napitków, oferuje wspaniały widok z szerokiego tarasu. Wszystkie stoliki są puste, więc zajmujemy ten z najlepszym widokiem na rzekę i rozległą panoramę Novego Sadu.

Przez lunetę na monety, obserwujemy stare miasto oraz wszystkie trzy mosty na Dunaju. Patrząc na północ dostrzegamy niebieską kratownicę mostu kolejowego, bliżej garbaty most Varadin którym przedostaliśmy się do twierdzy, a na południu stojące dumnie na baczność, wysokie białe pylony mostu Wolności.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Przy tym okazałym wiszącym moście znajduje się bardzo popularna wśród miejscowych i turystów, szeroka piaszczysta plaża.

Backpakersi tacy jak my, pasują do tej restauracji jak pięść do oka, ale nie przejmujemy się tym zbytnio przeglądając, podaną przez eleganckiego kelnera, kartę dań. Ceny nie są dla nas zachęcające, co nie zmienia faktu, że jednego małego piwka za 7 złotych, w takich okolicznościach nie mogliśmy sobie odmówić. Jeleń, to najbardziej znane serbskie piwko pochodzące z browaru w Apatin z ponad 250-letnią tradycją. Osobiście uważam, że jest lepsze niż chorwackie, ale niestety w Chorwacji go nie dostaniemy, dlatego polecam Czarnogórę, która  była kiedyś częścią Serbii:P

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zwiedzanie z plecakami jest dość męczące, ale co zrobić skoro tu nie nocujemy. Twierdza jest mocno rozległa, a na jej terenie natrafić można na naprawdę ciekawą architekturę obronną, masywne wały, umacniane mury, tunele, mostki, fosy, a wszystko zadbane, miłe dla oka i odizolowane od zgiełku ulic.

Nadeszła pora powrotu na dworzec kolejowy by kontynuować naszą podróż do Belgradu. Niestety, ze względu na niedokładność mapy którą dysponowaliśmy, lekko zabłądziliśmy wśród uliczek miasta. Nagle napatoczył się jakiś tubylec i zapytał (chyba) czy może nam jakoś pomóc. Wyglądał dość ubogo i nie miał przednich zębów. No cóż, zależało nam na czasie więc postanowiliśmy zaryzykować.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Komunikacja słabo nam szła, ale na dźwięk wypowiedzianego przez mnie słowa „stanica”, czyli stacja, klient zaczął coś bełkotać i ze szczerbatym uśmiechem pokazał by iść za nim. Szliśmy i szliśmy, pot lał się nam z czoła, a plecaki stawały się coraz cięższe. Później okazało się, że poprowadził nas jakąś okrężną drogą, bo coś mu się pomieszało. Po szybkim dwudziestominutowym marszu byliśmy odwodnieni i zmasakrowani. Na dodatek okazało się, że najbliższy pociąg do Belgradu odjeżdża o 18:00, a była dopiero 15:00. Czas szybko zleciał bo byliśmy zmęczeni…

Dalsza część podróży we wpisie “Belgrad, Jugosławia w pigułce

Data wizyty: 20 lipca 2008r.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s