Z ziemi polskiej do ukraińskiej

Kto był ten wie jaki jest Lwów, kto nie był ten powinien pojechać i zobaczyć na własne oczy. Miasto bezpowrotnie utracone i nigdy nieodżałowane. Miasto, o którym myśli się z nostalgią. Miasto szczególnie ważne dla Wrocławian. Miasto, które w końcu doczekało się nowej fali młodych turystów z Polski. Poniższy tekst jest oryginalnym opisem  początku trasy, spisanej przed czterema laty w dzienniku podczas podróży do Turcji.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wystartowaliśmy ok 7:00 z wrocławskiego Gaju. Oczywiście autobus przyjechał 3 minuty za wcześnie, więc sie nie załapaliśmy. Następny na Bielany, czyli do autostrady, dopiero za godzinę. Ładny początek – pomyślałem. Podjeżdżamy kawałek na 133 i mamy pierwszy sukces:) Na drodze stanęliśmy ok 8:15. Po 5 min złapaliśmy kolesia do Opola. Wysadził nas na pierwszym zjeździe, mały ruch, lecz juz po 10 min zatrzymała się ciężarówka i zabrała nas do Olkusza. Wypiliśmy kawkę i po 10 min znów sukces:) Czarnym Golfem V wraz z miłym młodym małżeństwem dojeżdżamy na północną obwodnicę Krakowa. I tu zaczęły się schody.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Duży ruch ale sami miejscowi. Po 30 minutach podjeżdżamy jeden przystanek na gapę. Potem drugi i za jakiś czas jeszcze trzy. Ustawiamy się na wylotówce do Wieliczki. Ostatecznie, w Krakowie, spędziliśmy 2 godziny aż do momentu kiedy zlitował się nad nami Łukasz:) Okazał się być spoko ziomalem. Bardzo dużo gadał i cały czas żartował. Dowiedzieliśmy się, że ma słuch absolutny, gra na pianinie i skrzypcach a w samochodzie ma istną płytotekę, w skład której wchodzi 70h jego ulubionej muzyki Pink Fleud. Droga niezbyt dobra, dodatkowo zatrzymaliśmy się na inspekcję jakiejś budowy w Tarnowie, więc troszkę to potrwało.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Było już ciemno (22:00), gdy dotarliśmy na granicę w Medyce. Na Ukraińską stronę przeszliśmy bez problemów. Niestety o tej porze nie kursują już marszrutki (małe autobusiki) w kierunku Lwowa. Zaczepia nas jakiś facet. Proponuje, że podrzuci nas do Lwowa za 50zł. Trochę drogo, ale nie mamy wyjścia, szczególnie że na miejscu czeka już na nas Olja.
Olja jest siostrą koleżanki Romana. Roman jest couchsurferem, którego gościłem u siebie we Wrocławiu kilka tygodni wcześniej. W ramach wdzięczności załatwił nam nocleg we Lwowie.
Po drodze mamy jeszcze małą sprzeczkę z kierowcą, który liczył na zapłatę w złotówkach a my mieliśmy tylko Hrywny:P

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

***

O 24:00, czasu ukraińskiego, wysiadamy przed dworcem głównym. Olja spóźnia się 20 minut. Mamy wyrzuty sumienia, że kłopoczemy ją tak późno. Do mieszkania docieramy taksówką. Witają nas jej rodzice. Właśnie wrócili z imienin, więc tatuś był troszkę podchmielony, lecz niezmiernie miły. Prości, życzliwi ludzie. Mama przygotowuje nam kolację na ciepło:) Ziemniaki z koperkiem, leczo, do tego kompot, trochę wina Tokaj, ciasteczka i przepyszne domowe ogórki kiszone. Mieszkanko trzypokojowe, skromne z łazienką pozostawiającą wiele do życzenia. Dostajemy pokój dla siebie, odremontowany ładny z komputerem. Niestety nie ma łóżek, więc śpimy na podłodze. Nie było ciepłej wody, ale nie ma co narzekać:P.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

***

Wstaliśmy o 8:00. Na śniadanie leczo zasmażane w omlecie, pycha:) Zjedliśmy i razem z Olją, która zmierza do pracy, jedziemy trolejbusem nr 13 do centrum (bilet1Hr). Lwów to miasto budzące we mnie różne, czasem sprzeczne uczucia. Mam wrażenie, że jest ono lekko wyidealizowane ze względu na historię. Miasto utracone, miasto za którym wielu ludzi tęskni i wzdycha, miasto ich młodości, polskie centrum kulturalne na wschodzie. Ma ono szczególne znaczenie dla Wrocławian ze względu na przybyłą stamtąd kadrę uniwersytecką, Ossolineum, Panoramę Racławicką i pomnik Fredry:) Lwów to symbol i istnieje wiele opinii na jego temat.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dla mnie Lwów wygląda jak gigantyczny skansen. Mam wrażenie, że to miasto, a konkretnie stara cześć, zatrzymało się w czasie. Od czasu wojny niewiele się tam zmieniło, na lepsze. Domy nie remontowane, drogi z kilkudziesięcioletniej kostki powykrzywianej na wszystkie możliwe strony. Powierzchnia ulic przypomina pofalowane morze, z którego wystają szyny tramwajowe. Wnętrza kościołów bardzo bogate, zachowane w oryginale. Panuje tu niesamowita atmosfera, warto tu przyjechać chociażby tylko dla niej.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Odwiedziliśmy kilka popularnych miejsc. Budynek opery usytuowany na głównym bulwarze miejskim robi wrażenie. Niestety nie udało nam się dostać do środka. Rynek na bazie kwadratu, wąskie kamieniczki ściśle przylegające do siebie. Każda z nich ma swoją historię, warto więc poczytać przewodnik:P W rogach placu fontanny a w środkowej części ratusz ze strzelista wieża. Zajrzeliśmy do starej apteki muzeum. Dalej zaliczyliśmy kościół armeński, bardzo ciekawy łatwo go przeoczyć, dalej kościół polski, katedra na wzgórzu i jakaś cerkiew. Przeszliśmy się do uniwersytetu, pałacu Potockich, Ossolineum i cmentarza Łyczakowskiego. Niestety cmentarz, prócz głównych alejek, jest mocno zaniedbany.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zlokalizowany jest na pagórkowatym terenie, wszystko zarośnięte paprociami i krzakami. Wśród starych pięknych nagrobków widać również świeże groby. Dotarliśmy do cmentarza Orląt Lwowskich. Niestety jest w renowacji, więc nie wyglądało to zbyt ciekawie. Popatrzyliśmy i poszliśmy. Tramwaje jeżdżą jak chcą, marszrutki szaleja stają gdzie popadnie na zawołanie. Odwiedzamy Olję w miejscu jej pracy by zabrać ją na obiad. Niestety biedaczka nie ma czasu i wybieramy się sami do polecanej przez nią „Pyzata Chata”. Restauracja coś w stylu „Marche” we Wrocławiu. Dużo różnych potraw do wyboru i płaci się na końcu. Wybieramy po kilka ukraińskich frykasów:) Zjadam soliankę, kapustkę i kotleciora.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Naleśniki z serem składają w trójkąty jak moja babcia. W tzw. międzyczasie zaczyna padać deszcz i pada tak do następnego dnia. O 18:00 idziemy po Olję, a ona zabiera nas do swoich znajomych którzy dopiero co sie pobrali i właśnie wrócili z „miesiąca” miodowego nad morzem. Malutkie mieszkanie, zatłoczone i ciasne. Stłaczamy sie w pokoju Oksany w 8 osób. Na stoliku pojawiła się sałatka włoska z kiełbasą, nóżki, suszona ryba, kalmary, cukierki, kompot, a na koniec arbuz i melon. Troszkę nudnawo bo niezbyt kumaliśmy o czym mówią, dawno sie nie widzieli i wymieniali wrażenia. Nasze języki jednak nie są aż tak podobne.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ok 21:00 zwinęliśmy się na trolejbus w kierunku domu. Ze względu na deszcz postanawiamy ukraińską część naszej podróży przebyć pociągiem. Zamówiliśmy taksówkę na 4:00 i zbieramy sie do spania. Na dobranoc Olja gra nam na Bandurze, tradycyjnym ukraińskim instrumencie strunowym, a w dodatku śpiewa. Przepięknie, potem gra jeszcze „Hej sokoły”:P Pociąg o 4:50.

Lviv – Ivano Frankovsk – Chernivtsi – Suceva

 

Wstajemy po dwóch godzinach snu, skoro świt o 3:30. Pakowanie, śniadanie, pada deszcz. Wsiadamy w Taxi, stary lanos, pasy się nie zapinają, a kierowca nie jest zbyt rozmowny, ulice pełne wody jak w czasie powodzi. Zadowoleni wpadamy na dworzec i kierujemy się do kas zapytać o cenę biletu. Troszkę nam brakuje, więc dopadamy bankomat. Pierwszy nie przyjmuje karty w drugim nie działają przyciski, trzeci nie działa i czwarty też, więcej automatów nie ma:P OK, jest kantor! Kurs to bani, ale co zrobić. Za szybką, przy zapalonym świetle oparta o ladę, śpi kasjerka.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pukam by ją obudzić. Pani podnosi się z obrażoną miną i bełkocze coś od niechcenia, że ona nie pracuje. To po co tam siedzi – myślę sobie – odpowiedź jest prosta…jesteśmy na Ukrainie:P Masakra, a do pociągu coraz bliżej. Kolejny pomysł. Zaczepiamy kolesia, prosząc o kupienie od nas 5 dolarów. Zgadza się, idziemy w ustronne miejsce i dokonujemy transakcji, początkowo były problemy z drobnymi, ale się udało. Zadowoleni biegniemy do kasy, a pani nam mówi, że takiego pociągu nie ma. No jak to nie ma – mówię – skoro w internecie i na rozkładzie jazdy jest. No jest ale nie ma – tłumaczy pani:P Kurwa! Następny kurs do Chernivtsi, miasteczka przy granicy z Rumunią, dopiero o 10:35, a teraz jest 4:40. Szlag nas trafia. Ostatecznie okazuje się, że jest pociąg o 7:35 z przesiadką w Iwano Frankowsku (Stanisławowie). Bierzemy! Siedzimy i czekamy, wokół nas koczuje mnóstwo ludzi, to typowe na dworcach wschodnich krajów. Otępiałe miny i gapienie się w ścianę. Przypomina mi się opis poczekalni lotniska gdzieś na krańcach Rosji z „Imperium” Kapuścińskiego.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Okazuje się, że nasz pociąg jest opóźniony o 40 minut. Postanawiamy iść na peron i tam poczekać, dla pewności. Na peronach nie ma informacji o przyjazdach. Doszliśmy do wniosku, że skoro idzie nam dzisiaj tak opornie to warto by się wrócić do głównej poczekalni i sprawdzić czy nie ma jakichś zmian. To był genialny pomysł. Okazało się, że pociąg przyjechał wcześniej i stoi na innym peronie. Biegniemy! Do odjazdu niecałe 10 minut. Wagon nr 9. Udało się!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wchodzimy do środka, a tam same stopy wystające spod kołder:P Okazało się, że to plackarta (pociąg sypialny). Agnieszce niezbyt sie podoba, ale dla mnie to zbawienie. Zwijam materac i poduszkę, wskakuję w śpiwór i już mnie nie ma:) Obudziliśmy się w Iwano Frankowsku. Godzina na poczekalni monumentalnego dworca i znów jedziemy. Obudziliśmy się w Chernivtsi. Nie ma mapy, nie wiemy gdzie iść. Pytamy w sklepie, wsiadamy w trolejbus, jak sie okazało pojechaliśmy w złym kierunku. Straciliśmy sporo czasu. Ostatecznie dotarliśmy do miasta. Centrum na wzgórzu, ładne odrestaurowane, kolorowe kamieniczki. Zupełnie inaczej niż we Lwowie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pijemy kawkę i kierujemy się na drogę wylotową w kierunku granicy z Rumunią. Po drodze dworzec autobusowy. Jakaś babka próbuje nas naciągnąć na taxi za 150Hr, chyba ją zgło! Idziemy 2 km dalej i wyciągamy kciuki. Zatrzymują się głównie Łady. Ich właściciele chcą nas zawieźć za kasę. Pokazuję, że mamy tylko 30Hr, na co wszyscy parskali śmiechem i odjeżdżali. Co za naród! To tylko 30km. Po godzinie, o 19:50, zatrzymuje sie Rumun, nową Skodą Oktawią. Na granicy stoimy 40 minut…

(Dalsza część podróży we wpisie „Do Bukaresztu z rumuńskim parlamentarzystą”)

Data wizyty: sierpień 2009r.